FANDOM


Herold Eonów powrócił do swoich czasów, uradowany prawdopodobnie jak nigdy. Ocalił swój Grobowiec nim cokolwiek mogło mu zagrozić, z pewnością zasłużył na najwyższe zaszczyty. Niestety, te przygodę będzie musiał pominąć- jego Lord nie należał do osób które potrafią przyznać że mogłyby potrzebować pomocy. Skończyłoby się na tym, że Lord uznałby całą historię za bajeczkę i próbę obrazy jego autorytetu. No cóż, moralna satysfakcja będzie musiała wystarczyć. Mówi się trudno.

Herold wyszedł zza swojej holograficznej zasłony i zaniemowił. Nic się nie zmieniło! Grobowiec nadal leżał w ruinie, efekt milionów lat pracy Nekrońskiej kultury leżał w zgliszczach! Co zrobił źle, czego nie wziął pod uwagę? Czyżby Eldarzy pomimo utraty dowódcy zdecydowali się zejśc do podziemi? A może inna grupa dokończyła dzieła? Czyżby nijak nie dało się ocalić jego Grobowca.

Nagle w Herolda Eonów coś uderzyło. Na ziemi walało się więcej ciał z Żywego Metalu niż wcześniej. Nie tylko Bestie Kanopteku leżały teraz z niszczone, ale również Wojownicy, Niszczyciele i Gwardziści. Ktoś ich przebudził i pokonał w boju. I to wnosząc po ranach, calkiem niedawno. Możliwe że nawet dzisiaj.

Wściekły Kryptek zaczął powoli kierować się w stronę wyjścia z Grobowca. Zaniepokoiło go to, że nie widział ciał sprawców, mimo że na powierzchni Zywego Metalu dało się łatwo zauważyć krew. Czyżby napastnicy zabierali ciała poległych? A może po śmierci ulegały czemuś na kształt dezintegracji? To by wyjasniało tę dziwną, obcą energię którą czuł Kryptek.

Podejrzenia Krypteka co do bliskości napastników okazały się nie być przypadkowe. Po zaledwie kilku minutach zobaczył niewielką grupę obrzydliwych istot, wydzielających dziwną energię. Czerwono-skóre, rogate stwory o długich jęzorach i ognistych, skąpanych we krwi ostrzach stanowiły większość bandy, poza nimi były jeszcze jednak dwie istoty. Pierwsza wyglądała jak znacznie większa, uskrzydlona wersja tych stworów. Z jej ciała nieustannie lała się krew a na końcu długich, pokrywających niemal całe ciało włosów wplecione były czaszki. Druga istota prezentowała się znacznie mniej groteskowo. Była kobietą o długich, bialych i sterczących włosach, czarnych oczach i bliźnie na prawym oku. Jej ramiona pokryte były łuskami, na jej plecach umiejscowione były gadzie skryzdła a na plecach ogon.

Herold nie zastanawiał się nawet na chwilę. Uderzył w istoty całą moca swojego Kostura- potężna, niszcząca energia przechodziła przez ciała czerwono-skórych istot w sekundę pozbawiając je życia. Jedna z teorii Krypteka okazała się prawdziwa: po zabiciu, istoty te nagle znikały. Po kilku sekundach na polu bitwy pozostały już tylko dwie wyróżniające się istoty.

- Chyba o kimś zapomniałeś, Angronie.- powiedziała kobieta, rozprostowując swoje skrzydła.

W jednej chwili olbrzymia postać podniosła swój topór, który sam w sobie był większy niż Kryptek. W przeciągu sekundy istota zwana Angronem znalazła się tuż przy Heroldzie, zamachneła się i uderzyła. Herold zdołał odskoczyć i wystrzelić we wrogą istotę, jednak jego śmiercionośne promienie wydawały się nie robić mu wielkiej krzywdy.

- Żadnej krwi!!- krzyczał Angron.- Krew dla Boga Krwi!!

Przy drugim zamachnięciu istota spojrzała w oko Krypteka. Spojrzenie Plomienia, specjalna umiejętność Krypteków która zatrzymywała w miejscu całe armie okazała się być bezużyteczna wobec Angrona. Istota ponownie zamachnęła się swym toporem, tym razem trafiając idealnie. Ciało Herolda Eonów poleciało kilkanaście metrów dalej po czym uderzyło w pobliską górkę. Herold próbował wstać, jednak wtedy wylądowała na nim istota która z uporem szaleńca zaczęła okładać go swoją bronią.

- Krwi!! Krwii!! Macie dać mi swoją krew, swoje czaszki!!- darła się istota.- Krew dla Boga Krwi!! Czaszki na Tron z Czaszek!!

Obrażenia były zbyt poważne nawet jak dla powłoki z Żywego Metalu. Na ciele Krypteka pojawiły się groźne wgniecenia a sam Herold stracił kontrolę nad swoimi rękoma i nogami. Próbująca go zniszczyć istota szybko złapała go za głowę i rzuciła o ziemię.

- Krwi!!- darł się Angron, rzucając się na wszystko co było wokół i tracąc najwidoczniej zainteresowanie Kryptekiem.

Herold dostrzegł swoją szansę. Wykorzysta swój Ostateczny Chronomer i ponownie się przeniesie. Tym razem przygotuje się na każdą ewentualność, na pewno nie pozwoli na zniszczenie swojego Grobowca. Co prawda jego urządzenie nie załadowało się do końca, ale...

- Niegrzeczny z ciebie chłopczyk.- powiedziała białowłosa istota stojąca nad Heroldem.- Przybyliśmy tutaj złożyć ofiarę z krwi i cierpienia dla Bogów Chaosu. Wy jednak nie macie krwi ani nie odczuwacie bólu, zabieracie nam czas.- kobieta nachyliła się nad Kryptekiem i położyła jego głowę na swoich kolanach.- Nie żebyśmy mieli go mało. Krwawe Anioły, Tysiąc Synów i Żelaźni Wojownicy zbierają całą zabawę chroniąc Oko Gorzy przed Tyranidami, więc co nam pozostaje? Czekać aż Gorgutz i Ghazkull znów rzucą się sobie do gardeł i będą walczyć o Terrę? To może potrwać, a Bogowie żądają ofiar.

Herold nic nie rozumiał. O czym ta istota mówiła, jacy Bogowie, Tyranidzi, Synowie czy Terra? Co to wszystko miało wspólnego z jego Grobowcem. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć z ust istoty wyleciał zielonkawy dym. Gdy tylko wszedł w interakcję z obwodami Krypteka, natychmiast je przepaliły. Życie Herolda Eonów, Krypteka który z przypadku zyskał ogromny wpływ na to jak wyglądała Galaktyka, zakończyło się w jednej chwili.

- Chodźmy, Lordzie Angronie.- powiedziała kobieta, wstając i zrzucając z siebie Krypteka.- Może Mistrz Wojny postanowił w końcu zwołać Czarną Krucjatę?

Angron spojrzał na swoją towarzyszkę z rządzą mardu i nienawiścią. Przez głowę mu przeszło że mógłby przelać jej krew, jednak na pewno było jej za mało, nie zadowoliłby to jego Pana. W ostateczności zawsze mógł przelać i jej i swoją.

- Nie mów mi co mam robić, Alicjo Dominiko.- powiedział Angron.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.