FANDOM


Bestia najgorsza zna trochę litości. Ja nie jestem bestią, więc jej nie znam.

—Szekspir, starożytny poeta terrański

Grupa zebrała się przed Główną Siedzibą Bezpieczeństwa. Było już ciemno, ulice Ula powoli wyludniały się. Tysiące ludzi wracało do domów, jakiekolwiek by nie były. Pomimo, że zazwyczaj tak kluczowe budynki raczej były umiejscowione gdzieś w bogatych dzielnicach, Komisarz Tuchel chciał, aby ten wysoki budynek przypominał robotnikom o sile Młota Imperatora. Faktycznie, patroli było w okolicy sporo, lecz i tłumy były olbrzymie i widok ogryna-robotnika nie robił wrażenia. I do wieczora na umówionych pozycjach pojawiła się trójka marines.

Pierwszym był oczywiście Umbra. Cień nie bawił się w mieszanie się z tłumem, lecz obrał bardziej skomplikowaną drogę, poprzez Mur Diomeka, wewnętrzny wał ku czci człowieka, który wsławił się tym, że sam jeden utrzymywał bunkier na Cadii przez trzy dni i tym, że potrafił jednocześnie jeść, pić pierdzieć i bekać niekoniecznie w tej kolejności. Pomimo licznych patroli tylko jednemu gwardziście wydawało się, że widział marine, lecz ku swojemu szczęściu machnął ręką i poszedł za swoim cieniem. Inny wybór byłby dla niego zgubą.

Umbra nie czekał zbyt długo, ponieważ Akios wkrótce wszedł do opuszczonego magazynu. Ubrany był w w prosty płaszcz z kapturem i mimo swych rozmiarów potrafił sprawić wrażenie znacznie mniejszego. Cień zastanawiał się, czy to garbienie się, lata udawania były powodem dla którego nikt nie zauważał, że to Astartes, czy też jakaś mroczna sztuczka. Akios był Czarnoksiężnikiem, choć wyglądał dosyć pospolicie bez hełmu i dla samego Umbry dosyć dziwnie. Jego duże, srebrne oczy wpatrywały się w kąt, gdzie stał Cień. Nim jednak zdążył się przywitać (choć nie zwykł raczej witać się z grupą) usłyszeli huk. Cień uniósł swój bolter, a czarnoksiężnik wyjął krótki nóż, który co prawda nie mógł być dobrą bronią, ale nie służył do walki, lecz do wielu okropniejszych rzeczy.

Dach rozpadł się na kawałki i do pomieszczenia wpadła dwa ciała. Elementy pancerza leżały na podłodze, a ciała, zmasakrowane wyglądały okropnie. Po sekundzie wpadł ostatni członek "Hydry" - Iktinos. Raptor jak zwykle nie mógł się powstrzymać i nie usłuchał Akiosa, nie wszedł pomiędzy robotników, zamiast tego przeleciał nad miastem i tylko cud sprawił, że go nikt nie zauważył. Prawie nikt.

- Co to jest do cholery?! - krzyknął czarnoksiężnik. Umbra stojący metr obok Akiosa tylko się uśmiechnął smutno, wiedział, że bezcelowe było kłócić się z Iktinosem. - Zaraz wywołają z voxu ten patrol i wywęszą coś! Dlaczego nie wmieszałeś się w tłum?

Raptor uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie, odsłaniając naostrzone zęby.

- Od kiedy wilk chodzi między owcami? - spytał. - Ci dwaj akurat i tak staliby nam na drodze. Teraz możemy zacząć szybciej.

Akios machnął ręką. Zawsze kłócił się z Iktinosem, lecz widział, ze czas nagli.

- Umbra. Będziesz mieć jeno chwilę tylko, nim światło przebije się. Pamiętaj - najważniejszy jest skarabeusz. Urządzenie musi zostać zabrane, potem spal archiwum. Ja wejdę na plac i przygotuję ucieczkę. Ty - zwrócił się do Raptora. - Wejdź na sam czubek tej fortecy i rób to, co robisz najlepiej.

- Zabijać? - uśmiechnął się Iktinos.

- Burdel.

...

Raptor wlatywał powoli na samą górę. Jestem bestią, potworem, pomyślał, wokół mnie sam gnój, który normalnie bym omijał szerokim łukiem, lecz na skutek strachu, tak strachu muszę się babrać. Mogą wmawiać nam, że robimy to dla Legionu, ale ja wiem - to strach przed odkryciem ich zmusił, byśmy my, Drużyna Hydra wzięli na barki to nędzne zadanie i "uratowali" osiągnięcia naszego bractwa. Uratowali?

Iktinos wylądował na dachu, dokładnie pod lufą działka przeciwlotniczego. Na jego szczęście gapiostwo Raptora nie zakończyło się dezintegracją Alfy, bowiem grupka gwardzistów zajęta była piciem. Raptor krzyknął i z furią uderzył. Pierwszy był młodzik bez hełmu, z blond włosami. Miecz łańcuchowy dekapitował go w sekundę i nim ciało bezwładnie upadło obok głowy, Iktinos był już przy sierżancie, który zdołał co prawda wyjąć miecz, ale nie mógł sparować ciosu o takiej sile. Pozostali gwardziści z krzykiem chcieli uciec, dojść do drzwi windy, lecz nie uciekli przed gniewem drapieżnika, który był głodny krwi ofiar. Jeden zdołał włączyć radiostację, lecz tylko jego krzyk dotarł do uszów telegrafisty w środku.

Bestia została spuszczona ze smyczy.

...

Tuchel pił ekstrakt z ziół, gdy zapaliła się czerwona lampka. Spokojnie wstał, zapiął guzik od munduru i ruszył ku drzwiom. Pod nimi stała gotowa grupa szturmowców, elitarnych gwardzistów Komisarza.

- Dobra ludzie - odrzekł dosyć spokojnie. - Ciekawym który głupiec prosi się o śmierć... Za mną.

W ciszy cały oddział ruszył za komisarzem. Na górze trwało piekło, lecz Tuchel miał nigdy nie ujrzeć tego widoku.

...

Kapłan Maszyny upadł na podłogę. Zaskoczył go, jego obecność w tych salach pomimo alarmu. Cień minął jego ciało i spokojnie zaczął przeszukiwać archiwa. Było tego mnóstwo - tony zapisów na papierze i więcej na dyskach różnego formatu. Jednak nie obchodził go światek papieru, ani żaden zwykły nośnik danych. Szukał głównego komputera, mózgu archiwum, który był chroniony różnymi procedurami Mechanicum.

Biurka urzędników wyglądały, jakby nikt nie bywał tu od lat. Dziwne, pomyślał Umbra, tyle tu papierów, ważnych dokumentów i brak straży, kogokolwiek kto by strzegł tego miejsca. Dlaczego?

Na końcu sali, czy korytarza tworzonego przez masę półek i ekranów stał wielki, metalowy pomnik ubrany w złote szaty i ozdobne kamyki. Przepych typowy dla tutejszych elit, jak domyślił się Alfa. Coś mu się nie podobało w nim, ale długo nie patrzył na statuę, gdyż ujrzał coś, co zwróciło jego uwagę - jeden z systemów był włączony. Nad nim latały serwoczaski, wydające się nie reagować na pobyt intruza. Członek Hydry podszedł do przedziwnej klawiatury, przypominającej organy z kościołów Kultu Imperialnego, lecz bez większych ozdób. Na kilku ekranach widać było jakiś ciąg cyfr, kod.

- Nie jestem cholernym Kapłanem Maszyny... - mruknął Cień. - Chwila.

Obrócił się i przewrócił na bok ciało adepta Mechanicum. Był więcej maszyną niż człowiekiem, dla marine jego wiek był tajemnicą. Na jego piersi, lub raczej metalowym napierśniku, był nieśmiertelnik, w czasach dawnych popularny sposób, za identyfikacje zwłok, obecnie zbyteczny. Wyjął go, nie bez wysiłku i przyjrzał mu się. Był niezwykle lekki, a wytrzymały. Jego koniec przypominał kolec pokryty złotymi plamkami - musiał to być klucz lub nośnik danych. Uwagę od nieśmiertelnika odwrócił kapłan, który choć martwy... poruszył się. Urządzenie na jego plecach, przypominające chirurgeon zaczęło samowolnie świszczeć, grzmieć wręcz niczym mała burza, nim kopniakiem Umbra zniszczył panel w miejscu, w którym powinien być żołądek.

Nastała cisza. Dziwna, niezwykle denerwująca cisza, przerywana lekkim dźwiękiem lotu serwoczaszek. Stukot. Kolejny.

Cisza była złudna i nim Cień się zorientował, było za późno. Sala rozbłysła szkarłatem, coś na końcu długiego korytarza zacharczało, zgrzyt starych mechanizmów. Umbra instynktownie odskoczył w bok. I dobrze zrobił, gdyż płomień długi na 20 metrów spopielił wszystko na swojej drodze i nawet pancerza marine nie ochroniłby swojego posiadacza. Szybko przewrócił stalowy stół i skrył się za nim, słysząc ciężkie kroki w rytmie crescendo. Pistolet bolterowy w dłoni marine zagrzmiał, strzał był celny, lecz dźwięk tylko upewnił marine.

- Kurwa... Automaton...

Szybko skulony marine zmienił pozycję i schował się za półką. Ujrzał go na ułamek sekundy - pomnik chodził. Przeklęty los sprawił, że szaty zakryły na wpół maszynę, której blachy były zmodyfikowane. Nie mógł rozpoznać co to za automat i nie obchodziło go to. Bardziej interesowało go, jak go wyłączyć.

...

Stos ciał blokował drzwi.

Iktinos trzymał połówkę ciała operatora vox i rzucił nią na biegnącego Ogryna, który nie miał skrupułów i swoją tarczą odrzucił ciało w bok. Z drugiej wieży szło kilku ludzi i oddział Bulgrynów.

- Chodźcie! Wszyscy posmakujcie mego gniewu!

Nie czekał długo. Ogryn z impetem uderzył w marine, który niczym wściekły pies rzucił się na niego, lecz nie docenił siły mutanta i został odrzucony ładne kilka metrów. Iktinos nie dawał za wygraną i oddał dwa strzały ze swojego pistoletu plazmowego. Jeden strzał minął o cale ucho Ogryna, lecz trafił biegnącego za nim gwardzistę, który natychmiast padł martwy. Drugi trafił co prawda, ale w tarczę i nim Raptor oddał trzeci strzał, kolejny Bulgryn szarżował na niego i ku jego zaskoczeniu rzucił tarczę i złapał w pasie marine. Ból był straszny, jeśli do tej pory Iktinos narzekał na ból w plecach, teraz już nie musiał, gdyż już ich nie czuł. Kolejny z mutantów złapał go od tylca za głowę i przechylił go pod kątem, czym spowodował osunięcie się hełmu, odsłaniając usta Iktinosa. Ostre zęby Raptora uniosły się i z jego gardła wydobył się krótki charkot, którego efektem była maź, gęsta jak ślina, lecz przy tym żrąca. Ogryn odskoczył i w bólu ryczał, nie zauważając, że most się kończy. Szybko z główki skonfundował trzymającego go Bulgryna i używając samych dłoni zaczął okładać go pięściami. Biegnący szturmowcy otworzyli ogień, dosyć chaotycznie, lecz skutecznie odciągnęli Alfę od towarzysza. Ten odpalił plecak, jednak ku jego przerażeniu ten musiał odczuć tytanowy uścisk, gdyż bardzo powoli wzniósł się w powietrze. Na dole ujrzał Akiosa, który za pomocą demonicznego ognia spopielał ochronę na dole. Ten zobaczył Raptora i uniósł dłonie w górę, co nie spodobało się Iktinosowi.

Most nagle dopadły płonące macki i nim żołnierze zdali sobie sprawę ze swojej pozycji, już było za późno. Blaski i szyderczy śmiech towarzyszył im, gdy wszyscy runęli w dół. Iktinos klnąc głośno zdążył uniknąć odłamków tego, co było mostem. Poczuł złość i ujrzał na dole Akiosa rzucającego pociski mocy, które wypalały dziury w pojazdach gwardzistów. Ryknął i zanurkował w dół. Krew w jego żyłach pulsowała, gdy dopadł pierwszego żołnierza. Na widok Raptora żołnierze Imperatora szybko podjęli jedyną słuszną decyzję - wycofali się na lepsze pozycję i rozpoczęli modły do swojego boga.

Iktinos dyszał. Jego wzrok skupił się na czarnoksiężniku.

- Czyżbyś... celowo... ten most?

- Hmm... oczywiście, że nie - odrzekł powoli psionik. - Przecież dawałeś sobie radę. Ja tylko machnąłem ci na powitanie.

Raptor klął okropnie pod nosem, czego nie zauważył, albo celowo zignorował Akios.

- Leć z powrotem na górę. Dajmy czas Cieniowi.

- Agr... mamy nowe mięso... - odrzekł Raptor z uśmiechem, który krył hełm, lecz w jego słowach było coś, co sprawiało, że można było domyślić się, co myśli sobie teraz w głowie. Faktycznie trudno było zignorować tumult. - Dużo ich, jesteś pewien...

- Jestem - uciął czarnoksiężnik. - Leć.

Pomimo rozdarcia, Alfa zniknął i na polu ciał stał samotnie akolita Bogów Chaosu.

Nadciągali, w dużej sile. Dwa transportery i czołg. Baneblade z rezerw, nowy i nieużywany do tej pory w celach innych, niż parady wojskowe.

Akios wyjął nóż. Był gotów.

...

Maszyna popieliła kolejne stoły i półki z książkami. Cień nie mógł wiecznie chować się przed nią i szukał słabych punktów konstrukta. Był duży, bardzo duży i stąpał powoli, choć wydawał się dosyć chudy. Gdy się obrócił, zobaczył wizjer, który przypominał ten, który posiadają roboty typu Kasztelan, lecz był mocno zmodyfikowany, albo to był składak swego rodzaju, zapewne eksperymentalna maszyna. Miotacz płomieni na jego plecach szukał celu, lecz coś było nie tak i ku jego szczęściu kilkukrotnie chybił.

Lecz powoli kończyły się miejsca, gdzie można się ukryć. Umbra zobaczył, że jedna z serwoczaszek mija maszynę. Miał plan, lecz musiał się przedostać z powrotem do wielkiego komputera. Maszyna obróciła  się na dźwięk ruchu, bądź jej sensory wyczuwały jakieś zmiany i natychmiast ogień strawił podłożę pod marine. Umbra lekko krzyknął i był blisko czerwoczaszki, która akurat próbowała przenieść jakiś dysk i szybko przyczepił do niej mały, kwadratowy symbol czaszki, dosyć rzadki artefakt z czasów zapomnianych. Jego wysiłki niemal spaliły na panewce, gdy automat znalazł się przy nim i uderzeniem prawie zmiażdżył klatkę piersiową Alfy. Jednak Cień nie poddawał się i ostatnim wysiłkiem strzelił z pistoletu w robota, czym doprowadził do chwilowego odrzucenia wrogiej machiny i zdołał raz jeszcze odskoczyć, oddając salwę w bok robota.

Cień miał płytki oddech. Spojrzał zza ściany - robot zbliżał się. Nagle tak jak się spodziewał serwoczaszka nadleciała obok giganta i szybko marine nacisnął znak runiczny na swojej zarękawicy. Natychmiast serwoczaszka przywarła do olbrzymiego robota i nie tylko ona. Niemal cała sala się poruszała, komputery, dyski i inne metalowe elementy uderzały z hukiem w bestię. Cień wykorzystał okazję i mijając lecące kawałki, kilkoma susami dotarł do maszyny i szybko dotarł do płyty piersiowej. Gigant próbował go uderzyć, lecz ręka pokryta symbolami Mechanicum nie mogła odczepić się od tułowia. Miotacz jednak próbował go spopielić raz po raz, lecz był zbyt blisko i mógł tylko ostrzeliwać teren za marine. W końcu po którymś ciosu pękła tablica i odsłoniła nieduży otwór, w którym była płyta doktryn. Zdawało mu się, że gigant jęknął, gdy ją wyciągnął i gdy ten przestał się ruszać.

Cień popatrzył dookoła i zobaczył czego strzegł automat - wielkie drzwi z materiału podobnego do srebra blokowały dostęp do miejsca, które było celem misji. Zwłoka była wielka, a wrogowie już musieli otoczyć pozostałych członków "Hydry".

Wziął wdech, przy czym poczuł ból w klatce piersiowej i na chwile zdjął hełm, by wypluć krew. Różowy kolor mógł świadczyć, że doszło do krwotoku w płucach. Uśmiechnął się. Spojrzał na dziwne urządzenie i ruszył w jego kierunku, chwiejąc się nieco, lecz powoli wracając do odpowiedniego sobie rytmu. Nieśmiertelnik, jakby czekając od dawna na to, zniknął w otworze i na ekranach kody nagle ustąpiły dźwiękowi organ. Brzmiało to strasznie, jakby ktoś, kto powrócił z fenrisiańskiej uczty chciał nagle skomponować dzieło stulecia. Nim jednak Umbra stracił cierpliwość, usłyszał wyraźny huk i brama od głównego komputera się otworzyła.

...

Tuchel i jego ludzie byli na niemal samej górze i szykowali się do ataku na potwora, na bestię, która wybijała całe oddziały ochrony. Wieść, jakoby byli to Heretyccy Astartes, zdziwiła komisarza, ale odrobinę. Był przygotowany na niemal każdą okoliczność i nim dotarli na górę kazał wziąć działo laserowe, które przedziurawi nawet pancerz predatora marines, a co dopiero samego marines.

Sierżant Assire był wysoki i silny. Pomimo znacznych rozmiarów broni, ta wydawała się być dla niego lekka i bez problemów manewrował nią mijając kolejnych pracowników, ktorzy budowali komnaty prywatne komisarza. Inni szturmowcy ledwo nadążali za nimi, lecz nagle Tuchel zatrzymał się, gdy w jego voxie zagrzmiał głośny komuniat.

- Tuchel, ktoś jest w komnacie 0, Cerber został dezaktywowany.

Komisarza zalał pot. W środku były ważne, najważniejsze tajemnice gubernatora i samego Tuchela. Odwrócił się i za nim ruszyli wszyscy, oprócz Assire. Komisarz spojrzał na niego i spytał:

- Trzeba przesłać ci specjalne zaproszenie? Ruszaj się!

Assire zawahał się.

- Nie idziemy pomóc naszym? Na górze jest potwór... - komisarz nie słuchał i już schodził na dół. Assire zrobił krok za nimi, lecz się zatrzymał. Miał dosyć rozkazów tego lalusia, miał dość bycia popychadłem i miał dość bezczynności. Nie, pomyślał, nie jestem ochroniarzem, jestem żołnierzem, elitarnym potomkiem Tempestus i Zabójcą Czołgów z Taros.

Ruszył ku górze, ku wyzwaniu.

...

Śmiech i krzyk.

Iktinos w euforii rzucał kolejnymi gwardzistami, jakby nic nie ważyli. Jego gniew ustąpił i teraz po prostu zabijał. Wziął do ręki granat Krak i rzucił go w kierunku dwóch gwardzistów, którzy rozkładali jakiś karabin. Huk był głośny i wkrótce kawałki ich ciał sprawiły, że przez chwilę z nieba padał deszcz krwi.

- Cudowne! - krzyczał Raptor. - Tego było mi trzeba! Krwi wyznawców fałszywego boga!

Dowódca Ochronny samego Gubernatora był twardzielem, lecz nie wytrzymał, gdy Iktinos złapał go za głowę i pociągnął z całej siły, łamiąc kręgosłup oficera. Hełm, prawdopodobnie pamiętający Wielką Krucjatę ozdobił pas Raptora. Kolejny do kolekcji.

Zadowolenie członka "Hydry" skończyło się nagle. Miecz łańcuchowy w jego dłoni nagle stopił się od blasku potężnej broni laserowej. Raptor spojrzał w kierunku drzwi, gdzie jeszcze był stos ciał, a teraz, owszem ciała były, ale już nie formowały stosu, lecz leżały chaotycznie, a po środku stał gwardzista w pancerzu nieco innym niż ci, którzy już posmakowali gniewu Alfy. Patrzyli na siebie chwilę, jakby jeden i drugi liczyli, że ich wzrok potrafi zabijać. Assire mógł strzelić, broń się przeładowała, lecz nie zrobił tego. Długo czekał na godnego przeciwnika.

Iktinos patrzył, jak ten śmieć, durny człowiek rzuca broń w kąt i dobywa noża. Śmierć była mu pisana, to pewne. Raptor wyjął również nóż, powoli zbliżając się do przeciwnika. Człowiek też zrobił kilka kroków i zaczęło się.

Równocześnie obaj pobiegli, dwóch tytanów zderzyło się. Astartes był silniejszy, lecz Assire mu nie ustępował. Noże miały barwy heraldyczne, karmazynowe. Błyskawicznie człowiek ciął w bok marine, lecz ten nie był dłużny i brutalnie pchnął brzytwą ramię. Obaj cierpieli, lecz nie cofali się. Iktinos z główki próbował uderzyć Assire, lecz sierżant szturmowców uniknął ciosu, zręcznie tnąc to samo miejsce. Zbroja potwora z dachu nie broniła go od ostrza zwykłego człowieka. Raptor zawahał się na chwilę i odskoczył do tyłu, lecz żołnierz Imperatora nie odpuszczał i zadawał kolejne ciosy, tym razem blisko krtani Alfy. Pomimo swej siły, wielkości i tysięcy lat doświadczenia, Iktinos nie potrafił sprostać zwykłemu człowiekowi. Gniew powoli ustępował niepewności i z każdą nową raną niepewność zamieniała się w strach.

Kosmiczny Marine Chaosu odrzucił nóż i desperacko rzucił się z pięściami, uderzając z olbrzymią siłą, lecz niezbyt celnie. Assire uniknął gradu ciosów, pozwalając zmęczyć się zdrajcy. W końcu Raptor odskoczył w tył i odpalił plecak. Szybko, niczym błyskawica, sierżant złapał za leżące działo laserowe i oddał strzał. Nie trafił w plecak, ale miast tego zobaczył jak hełm wroga spada, odsłaniając głowę, która po jednej stronie miała przypalony policzek. Astartes krzyczał z bólu, nie jak człowiek, lecz jak potwór, jak bestia, która pierwszy raz trafiła na kogoś straszniejszego. Assire nie mógł się powstrzymać i zaczął się śmiać.

Śmiech i krzyk. Jedna bestia uciekła, druga triumfowała.

...

Ognisko paliło się od jakiegoś czasu. Iktinos siedział w ciszy i patrzył na jaszczurkę, która miała być jego daniem, lecz ból w szczęce nie pozwalał mu nawet na mówienie, a co dopiero przeżuwanie. Akios już czekał przy portalu, lecz Cień wciąż uciekał przed pościgiem. Cholerny głupiec, pomyślał. Gdyby nie jego ciekawość, gdyby tylko wypełnił zadanie na czas, a nie chciał pomóc tym nędznikom nigdy by nie...

Nie. Jego myśli były niebezpieczne, zbyt chwiejne. Nie wolno mu było tracić zimnego osądu, nie Alfie. Został pobity, ale żył i mógł się zemścić. Ten dzień był do zapomnienia. Jak Athopsis. Jak Pluto. Jak Terra.

Słyszał ryk motocykla. Nie poruszył się, wiedział, że Cień zwolni na koniec i bezszelestnie pojawi przy nim. Patrzył w ogień i czekał na powrót brata.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.