FANDOM


Mężczyzna biegł wydeptaną przez pokolenia mieszkańców tych terenów leśną ścieżkę. W oddali majaczyły już światła osady do której zmierzał. "Tam się ukryje, ukryje i poczekam aż to wszystko się skończy, s potem rusze dalej, nie mogą mnie ścigać w nieskończoność" myślał człowiek ocierając się o kolejne, gęsto porośnięte liśćmi gałęzie, z których strącał osadzone przez deszcz, krople wody. Droga była zabłocona, jego nogi grzęzły w błocie, a kiedy już udało mu się je wydobyć, ciągną za sobą grudę przylepionej do nich ziemi. Na szczęście dla niego, w nie lepszej sytuacji byli ścigający go agenci inkwizycji, a noszone przez nich ciężkie zbroje wcale nie ułatwiały im poruszania się. Nawet chimery, nie mogły poruszać się zbyt szybko w tym terenie.

To była niewielka, bardzo spokojna osada, jak wiele innych na planecie. Było to kilka prostych chat, zasilanych przez jeden, ustawiony w centrum generator. Nie było by niczym dziwnym, gdyby jej mieszkańcy nie wiedzieli nawet o toczącej się od kilku lat wojnie, która zrównała z ziemią wiele miast. Mężczyzna słyszał już o tego typu społecznościach, strażnikach lasów, nigdy nie odmawiali pomocy, niektórzy z nich byli często rekrutowani do formowanych na potrzeby Imperialnej Dziesięciny kompani zwiadowczych, walczył nawet u ich boku, to byli bardzo prości i spokojni ludzie, nawet w czasie walki, nie rzucali okrzyków bojowych czy innych oznak podniecenia, nie podnosili głosów, po prostu walczyli.

Nie wiedział jak na niego zareagują, nie wiedział co mu zrobią, kiedy dowiedzą się, że zdradził Imperium, wolał nie wiedzieć, wolał wierzyć że przyjmą go jak każdego innego kto trafia do ich osad. Mógł nawet poddać się wszystkim "dziwnym" rytuałom przejścia jakie posiadali w swej kulturze, liczyło się dla niego tylko to by przetrwać. Mógł wyrzec się wszystkiego, żony, dzieci i każdej osoby z jaką posiadał więzy krwi, byleby przeżyć pogrom, jaki urządzały w tej chwili Imperialne wojska.

Ludzie byli przerażeni kiedy go zobaczyli. Jego mundur cały był ubabrany w błocie i krwi. On sam był cały poobijany i poraniony. Z wielu naderwanych kawałków ubrania, lała się krew. Część ran została mu zadana w czasie ostatniej bitwy, inne w trakcie ucieczki. Jedni zamykali się w domach, inni w tym Starszy wioski, pobiegli mu z pomocą. Mężczyzna cieszył się na widok otaczających go rąk. "Nie wiedzą" pomyślał "Nie wiedzą kim jestem, albo rzeczywiście są tak oddani swej chęci pomagania innym" myślał nadal "Oby nie wiedzieli, tak będzie łatwiej się ukryć" lecz nim zaczął składać w swym umyśle jakąś przekonywującą bajeczkę, dostrzegł ją.

Nie miał prawa jej usłyszeć, przez padający deszcz, szumnie odbijający się od liści, nie dało się usłyszeć jej zręcznych ruchów. Poruszała się po drzewach, z gałęzi na gałąź, stale obserwując jego marsz. Nie zaatakowała tylko dlatego, że była ciekawa celu jego wędrówki, a teraz kiedy już go poznała, chciała się dowiedzieć, dlaczego zbiegł właśnie tutaj. Do tego fakt posiadania widowni dla swych spektaklów okrucieństwa, działał na nią iście pobudzająco.

Mężczyzna zobaczył jak dziewczyna szybkim, zgrabnym i bardzo pewnym siebie krokiem zbliża się w stronę grupy ludzi. Lekki strój i niewielka ilość noszonego ze sobą sprzętu sprawiały, że tam gdzie normalna armia, czy on sam grzęźli w błocie, tam ona mogła poruszać się bez najmniejszych trudności. Dostrzegli to także inni mieszkańcy wioski, a przełożony przez ramię miecz łańcuchowy tylko upewniał ich w przekonaniu, że dziewczyna nie ma pokojowych zamiarów.

- Nie, nie do cholery! Nie możliwe! Nikt nie porusza się tak szybko! Mieliście tu dotrzeć jutro! - krzyczał mężczyzna.

- A jak widzisz ja jestem tu dzisiaj - odpowiedziała mu spokojnie dziewczyna i uśmiechnęła się złowieszczo.

- Zaraz zaraz... - zastanowił się mężczyzna a jego gniew na jego twarzy zaczął szybko ustępować przerażeniu.

Catrine zobaczyła tą zmianę, zobaczyła jak zaczyna ogarniać go strach, jak ręce zaczynają drżeć, nie z zimna, ale z przerażenia. Jej wyczulone zmysły dosłownie pozwoliły jej usłyszeć jak jego serce przyspiesza i podchodzi mu do gardła.

- Ty jesteś... ty jesteś... NIE! - wrzasnął mężczyzna i zaczął chować się w tłumie - Zatrzymajcie ją, zabierzcie ode mnie tą morderczynie!

Catrine zrobiła krok w przód lecz wtedy, chociaż bardzo zlęknieni, stanęli jej na drodze mieszkańcy wioski.

- Zdajecie sobie sprawę, że ten mężczyzna jest winny herezji i zdradzie Imperium? - spytała dziewczyna przejeżdżając po nich wzrokiem.

- Każdy człowiek popełnia błędy, a Imperator uczy że każdy ma prawo się nawrócić i odkupić swoje winy - odpowiedział jej Starszy.

- Owszem, a droga do jego odkupienia - tutaj Catrine wskazała na kryjącego się mężczyznę - wiedzie przez moje ostrze i na tą samą pokutę pośle każdego, kto stanie mi na drodze - kończąc wystawiła ostrze przed siebie.

Ostrza były kilka centymetrów od twarzy Starszego, mężczyzna chciał już ustąpić kobiecie i pozwolić jej zabrać zdrajcę, kiedy ona dostrzegła kątem oka, mierzący w nią z okna jednej z chat karabin laserowy. Chociaż mierzący człowiek nie miał zamiaru strzelać, chyba że w ostateczności, dla Catrine takie zachowanie było równoznaczne ze zdradą. Dziewczyna opuściła swój miecz, a potem zaczęła się śmiać. Ten upiorny, obłąkańczy śmiech, był dla wielu mieszkańców najbardziej przerażającą rzeczą jaką słyszeli, aż do momentu gdy ostrza na jej mieczu łańcuchowym nie poszły w ruch.

****************************************************************************************************************
Zgodnie z przewidywaniami, chimera konkwistadorów z Mortem, przybyła na miejsce dopiero następnego dnia, a widok jaki zastali gwardziści sprawił, że kilku z nich nie utrzymało spożytego niedawno śniadania w żołądkach.

Większość domów była spalona, w niektórych miejscach zgliszcza wciąż się dymiły. Do nozdrzy gwardzistów dotarł swąd spalonego mięsa, który zdążył już przesiąknąć całą osadę i tereny wokół niej. Żołnierze zobaczyli siatkę podpiętą do generatora i przytroczoną do niej grupę martwych ludzi. Zobaczyli nadpalone zwłoki wystające z jednej z chat, oraz trzy pale. Do jednego z nich, były przywiązane łańcuchem trzy, zwęglone od nóg aż do pasa lub klatki piersiowej ciała. Jeden z gwardzistów dosłownie rozpłakał się gdy zobaczył że z popiołu wystaje niewielka rączka. Drugi nadpalony pal był pusty, konkwistadorzy widząc trzy, nadpalone, leżące niedaleko od pala ciała, nie musieli pytać co się stało. Na palu zamieszczonym nieco dalej, konał Starszy wioski, spoglądający z góry na całą rzeź pod swoimi stopami. Wszędzie widać było ślady krwi, nie brakowało też, często rozczłonkowanych, zwłok i wisielców. Były rozstawione dookoła całej wioski i robiły za groteskową ozdobę.

Catrine siedziała na zbitym naprędce krześle, z nogami opartymi o rożen, do którego przywiązany był nieżyjący już zdradziecki dowódca. Niemalże cały jego tors był spalony, podobnie jak plecy i ręce, jednak głowa i nogi pozostały nienaruszone. Mimo to temperatura wystarczyła by ściąć większość białek. Z mętnych oczu, oraz z ust, powoli lała się, ohydna, żółtawa maź. Dziewczyna natomiast siedziała spokojnie czytając jakąś znalezioną na miejscu książkę i zajadając się usmażoną jaszczurką, które to na tym świecie robiły za swoistą formę drobiu.

- Heretyka z rożna? Całkiem niezły - zaczęła dziewczyna nim żołnierze zdążyli jakkolwiek skomentować jej dzieło i ugryzła kawałek mięsa.

Kolejny z gwardzistów nie wytrzymał i zwymiotował na ten widok.

- Imperatorze aleście delikatni - zaczęła dziewczyna wstając z krzesła.

- Dzięki że zostawiłaś głowę - powiedział zastępca i dodał - Łatwiej będzie go zidentyfikować.

- Nie trzeba - powiedziała dziewczyna i aktywowała skaner na jednej z bransoletek.

- Aaa no chyba że tak - odpowiedział adiutant i zapytał - To standardowe wyposażenie?

- Do niedawna nie, ale chyba będę musiała zacząć je nosić, bo później wywiad narzeka, że nie mogą zwłok zidentyfikować - odpowiedziała mu dziewczyna.

- Czy... to wszystko... było konieczne? - zapytał jeden z żołnierzy.

- Odmówili wydania zdrajcy i grozili mi bronią. Co miałam niby zrobić? - zapytała dziewczyna, a jej głos był zniekształcany przez kawałek ugryzionego przed chwilą mięsa.

Żołnierz nic już nie odpowiedział, tylko poszedł dalej rozglądać się po miejscu masakry.

- Naprawdę go zeżarłaś? - spytał dowódca oddziału.

- Nie to tylko jaszczurka, swoją drogą całkiem niezłe. Chcesz to tam jeszcze trochę zostało - powiedziała dziewczyna wskazując na niewielkiego, prowizorycznego grilla.

- Nowi? - zapytała dziewczyna wskazując na wymiotującego gwardzistę.

- Co? A tak. Pułkownik powiedział że jak zobaczą co robisz z przeciwnikiem to albo będzie ich musiał posłać na leczenie psychiatryczne, albo już żaden widok na wojnie ich nie zdziwi - odpowiedział dowódca biorąc kawałek jaszczurki.

- Mhm - odpowiedziała dziewczyna i dodała tylko - Nie polecam ogonów dużo kości mało mięsa, za to udka są niezłe.

- Dzięki za radę - odpowiedział żołnierz.

Przez chwilę oboje wpatrywali się tak w pobojowisko po czym dziewczyna rzuciła tylko:

- To co wracamy do domku?

- Jasne - odpowiedział dowódca i wydał rozkaz - Panowie zbieramy się! Do wozu!

- Catrine! - zawołał jeden z żołnierzy a gdy dziewczyna podeszła bliżej ten powiedział - Weź mnie naucz - wskazując na pal, na który nabity był starszy.

Dziewczyna zaśmiała się i powiedziała:

- Jak będzie okazja.

Po czym wszyscy opuścili wioskę.

****************************************************************************************************************
Sient siedział w swoim gabinecie na pokładzie Apostoła Terry kiedy weszła do niego zabójczyni.

- Wróciłam - zaczęła od wejścia.

- Ciesze się. Jak tam polowanie? - spytał inkwizytor.

Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko pokazała mu kolekcje oznaczeń oficerskich, ciągnących się przez prawie połowę pasa.

- Doskonale - powiedział Sient i dodał - Mogłabyś przestać masakrować całe osady?

- A... myślałam że panu to nie przeszkadza - powiedziała zakłopotana dziewczyna.

- Bo nie przeszkadza, a ten morderczy zapał jest wręcz... inspirujący, ale niektórzy oficerowie się skarżą, więc nie przestawaj całkiem, ale może nie urządzaj aż tak spektakularnych przedstawień jak tam w lesie. Zgoda? - spytał lord.

- Mmm postaram się - powiedziała dziewczyna.

- A mogę iść teraz odpocząć? Zmęczyło mnie to polowanie - powiedziała dziewczyna.

- Oczywiście - odpowiedział inkwizytor.

- Dziękuje - powiedziała dziewczyna i wyszła z sali.

Wychodząc minęła się w drzwiach z Pyirą.

- Widzę że probówka cię polubiła - zaczęła inkwizytorka.

- Najwyraźniej - odpowiedział mistrz i zapytał - A ty? Czemu zawdzięczam wizytę?

- Przyniosłam ci te informację z mojej biblioteki o które prosiłeś - powiedziała podając mu na stół niewielki dysk.

- Dziękuje - odpowiedział inkwizytor.

- Nie ma za co - powiedziała kobieta i już szła w stronę wyjścia, lecz postanowiła się zatrzymać i zapytać - Właściwie dlaczego my?

- Słucham? - zdziwił się Sient.

- Najpierw byłam ja, potem doszła Scarlett, a teraz jeszcze ona. Na twoją drużynę nie składa się zbyt wielu mężczyzn. Dlaczego? - zapytała Pyira.

- Hmmm, w zasadzie to nie wiem, po prostu, tak jakoś to wychodzi - odpowiedział inkwizytor.

- Zbiegi okoliczności? - zaśmiała się kobieta.

- A gdzie tam zbiegi okoliczności. Ty jedyna z trzydziestu osób przetrwałaś trening, Scarlett to jakby nie patrzeć efekt losowości genotypu, a Catrine, no cóż, kiedy masz okazję mieć po swojej stronie armie elitarnych zabójców, korzystasz z okazji - wytłumaczył Sient.

- Powiedzmy że mnie to satysfakcjonuje - odpowiedziała inkwizytorka.

- I powinno bo lepszej odpowiedzi nie mam - powiedział inkwizytor.

Chwilę potem kobieta była już za drzwiami, a on został sam w swej komnacie.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.