FANDOM



Mistrz zakonu Czerwonych Wilków dopiero teraz zauważył armię Tau. Skierował mieczem w ich stronę, by pokazać swoim żołnierzom następnych wrogów. Kiedy wyznaczył odziały, które miały tam skierować popatrzył jak jego nieustraszona armia idzie do boju z nędznymi Tau. Nagle usłyszał wielki wybuch z plecami. Od razu się odwrócił. Zobaczył trzech Crisisów. Nie zdążył jednak wydać żadnego rozkazu, bo największy pancerz bitewny z nich skoczył i strzelił z blastera fuzyjnego prosto w pierś.

- No to mamy przed sobą wrogów, oto chodziło - powiedziałem uszczęśliwiony, że plan wypadł dobrze.

No w miarę dobrze, bo mieliśmy przecież przed sobą armię do pokonania. Niespodziewanie z wielkim hukiem spadł obok mnie Shas’Vre T’au.

- Zajmijcie się pojazdami, a ja z Shas’Vre Vior’La piechotą - wydałem szybko rozkaz i pobiegłem na oszołomioną jeszcze nagłym atakiem armię.

Pierwszy ocknął się terminator. Jednak po paroma strzałami zamienił się w dymiącą puszkę. Dalej byli zwykli Space Marines, więc uporałem się z nimi szybciej. Zobaczyłem Shas’Vre Vior’La, który co chwila robił uniki przed pociskami. Był po prostu w swoim żywiole. Jednak nie miałem czasu na rozmyślaniu o umiejętnościach przyjaciół. Pobiegłem dalej. Zrobiłem nagły unik przed pociskiem Drednota i przedziurawiłem go na wylot. Nagle usłyszałem tradycyjne brzęczenie Piranhii. Nadchodziły posiłki. Uwielbiałem zwrotność i szybkość tych lekkich skimmerów. Naprawdę pomagały w bitwie. Nagle nad moją głową przeleciał Devilfish, z którego wyskakiwali Wojownicy Ognia. Strzelałem dalej do wrogów to do piechoty, a to do pojazdów. Strzeliłem w lecący myśliwiec Nephilim, który następnie uderzył transportowiec Rhino. Zabijając ludzi w środku. Obok mnie przeleciał mnie motor antygrawitacyjny Eldarów. Nagle trafił we mnie Land Raider. Nie miałem wyjścia wyskoczyłem mojego pięknego XV8-05 Enforcer. Dopiero teraz zauważyłem wielkie wgniecenia i uszkodzenia w mojej maszynie. Pobiegłem do oddziału Wojowników Ognia po karabin pulsowy. Całe niebo było zasnute dymem. Czuć było zapach dymu i spalonego mięsa. Z karabinem w ręku ruszyłem dalej. Szła do mnie grupa taktycznych Space Marines z wycelowanymi karabinami we mnie. Niespodziewanie skoczyłem za wrak jakiegoś pojazdu. Z ukrycia strzelałem do ludzi. Z lewej strony wybiegli zza wraku drednota dwa oddziały XV25 Stealth. Wystrzelały wszystkich w mgnieniu oka. Bitwa prawie się skończyła. Nagle zauważyłem Crisisa brata Shas’Vre T’au dostającego z pocisku czołgu predatora. Na niebie pojawił się wielki wybuch. Pobiegłem co sił w nogach, ale wiedziałem, że już nie żyje. Kiedy już tam dobiegłem był już Shas’Vre T’au i Shas’Vre Vior’La.

- Nie! Bracie! - krzyczał kiedy wyskoczył pancerza bitewnego brat poległego.

Odszedłem, by nie przeszkadzać. Wiem, że bym tylko pogorszył sprawę. Byłby bardziej smutny.

- Wygraliśmy - powiedział spokojnie Shas’Vre Vior’La.

- O ktoś do nas idzie - dodałem

- To Eldarzy.

- Nie wiem, ale będę zmuszony.

                                   **Wcześniejsza część**
        
                                   **Następna część**
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.