FANDOM


- Oszalałeś, Dragos. - powiedział Severus, szykując się do kolejnego strzału.

- Ty to nazywasz szaleństwem? Jestem twórcą! Tworzę życie, a wy je niszczycie. To wy jesteście szaleńcami! - już nie powiedział, ale wykrzyczał Dragos. Przede wszystkim zwdacał się do Bernieriego. - Zwłaszcza ty, Severusie! Chcesz zniszczyć życie, które jeszcze się nawet w pełni nie narodziło. Kto dał ci takie prawo? Imperator? Sam uczynił to, co teraz czynię ja. Jeśli chcesz mnie powstrzymać, spróbuj szczęścia.

To powiedziawszy, dawny Inkwizytor podwinął rękaw płaszcza i nacisnął przycisk na ledwo widoczyn karwaszu. W tym momencie osłona znikła, a Konkwistadorzy i Severus opróżnili magazynki w kierunku balkonu, na którym stał Dragos. Pomiędzy nimi a starcem pojawiła się wielka chmura pyłu, który przesłonił widok obu stronom. Kiedy opadła, zarówno Inkwizytorzy, jak i Marines nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli.

Dragos wciąż stał, podczas gdy całe jego otoczenie rozpadało się na ich oczach.

- Zaskoczeni? - to były jego ostatnie słowa, zanim hologram się rozmył. Jak na złość, ostatni zniknął jego szyderczy uśmiech.

- Sukinsyn. - skwitował ten widok Garrett. Odwrócił się potem w kierunku reszty. - Dobra. Severus, Marines: wy idziecie dołem, a ja, Rachelle i Delta - górą. Dorwiemy go albo razem, albo jedna z naszych grup.

- Ale dlaczego ja nie mogę iść z wami? - pretensjonalnym tonem zapytał Bernieri.

- A jesteś w stanie doskoczyć na ten balkon? - młodszy Inkwizytor wskazał palcem na miejsce, w którym przed chwilą "znajdował się" Dragos.

- Oddalam to pytanie...

- Dobra. To lećcie już tamtym korytarzem. - po chwili wskazał na korytarz tuż pod balkonem. Ciągnął się daleko w ciemność. Severus westchnął wymownie, myśląc: "Czasami nienawidzę tej roboty…"

- Pytanie: dlaczego mamy słuchać poleceń Inkwizytora? - zapytał jeden z Konkwistadorów, wskazując wszystkim godło klanu Jorso, jakim była Aquila i złamana odznaka Inkwizycji.

- Płacę, więc wymagam. A teraz idźcie, zanim nam Dragos ucieknie! - popędził ich Garrett. Zaraz potem uruchomił myślą pas i bez problemu wskoczył na balko, odbijając się od ściany. Niczym prawdziwy Arlekin! Później już z mniejszą od niego gracją wskoczyła Delta, a ta pomogła wspiąć się swojej "pani".

Trójka zaczęła iść szybkim krokiem stronę dawnego Inkwizytora. Rachelle znała się trochę na telepatii, toteż ona prowadziła, "widząc" w Osnowie odbicie Dragosa. Taka lokalizacja możliwa jest tylko dla psioników, którzy wiedzą, jak wygląda ich cel. A że oboje - i Harlan, i Lyons - mieli wręcz doskonały widok na jego, wykrycie ex-Inkwizytora i późniejsze dopadnięcie go było już tylko kwestią czasu.

- Kiedy Dragos rozmawiał z Bernierim, określił go hipokrytą. Dlaczego? - zapytała Rachelle, patrząc na ojca, który rysował szponami po ścianie, ciągle idąc przed siebie. Pytanie wyrwało go ze swoistego transu.

- Ponieważ Severus bardzo często daje innym drugą szansę. Raz nawet uchronił planetę przed niesłusznym Exterminatusem. W zasadzie, gdyby nie on, nawet byś się nie narodziła. - ujrzawszy konsternację na twarzy córki, Inkwizytor spieszył z wyjaśnieniem swoich słów. - Byłem złodziejem z rynsztoka na Macharii. Severus ocalił mnie przed wyrokiem. To właśnie jemu zawdzięczam to, że nie skończyłem jako kaleka albo gorzej - jako serwitor. Cholera, zawdzięczam mu życie!

- Nie wiedziałam… - powiedziała cicho Rachelle, patrząc na kamienną twarz ojca.

- Więc tak: jeśli ty w wieku szesnastu lat miałaś życie jak ze snów, wśród luksusów Scintilli, ja musiałem polować na szczury, żeby dożyć kolejnego dnia. Fajnie być uliczniczką po mieczu, co? - uśmiechnął się do niej po chwili.


Trochę Garrettowi, Delcie i Rachelle zajęło dotarcie na miejsce. Owym miejscem okazała się obszerna kamienna skała, wyglądająca jak zwykła, surowa jaskinia. Ta planeta miała imponujące podziemia, nie ma co.

"Jaskinia" zawierała w sobie małe laboratorium, już specjalnie nastwione na… chyba badania cieczy albo próbek DNA, z tego, co dało się zobaczyć po metalowo-szklanych szafkach i urządzeniach wszelkiej maści, godnych tech-heretyka czczącego Nurgla. Dragos stanął przed jednym z nich, niewzruszony nagłym pojawieniem się Inkwizytorów za swoimi plecami.

- To koniec, Dragos! Jesteś w ślepym zaułku! - wykrzyknęła Lyons, mierząc w ex-Inkwizytora jednym ze swych falchionów.

- O, naprawdę? - zapytał chłodnym tonem Dragos. Wtem dobył swojej broni. Tą bronią był półtoraręczny miecz energetyczny. - Co powiesz na pojedynek, Inkwizytorko? Pokaż, że twój tatuś nie musi cię wyręczać.

Rachelle nie lubiła takich odzywek. Nienawidziła wręcz. Dlatego też, zostawiając Deltę pod opiekę ojcu, z furią w oku ruszyła na ex-Inkwizytora, który niby w ostatniej chwili zablokował cios. Odepchnął ją i zaczął nisko ciąć swoim mieczem. Lyons była jednak zwinna i nie dawała się w żaden sposób trafić.

- Dawaj, Rachelle! Dasz radę! - krzyczał Garrett. - Uważaj, twoja lewa!

Ostrzeżenie okazało się prawdziwe. Odgłos krzyżowania mieczy rozległ się po całej komorze. Dragos i Rachelle spojrzeli sobie w oczy.

- Ile ty masz w ogóle lat? - zapytał ją wtedy mężczyzna.

- Wystarczająco, by wiedzieć, na czym galaktyka stoi. - to powiedziawszy, Inkwizytorka z całej siły kopnęła go w udo, wybijając go z rytmu.


W międzyczasie Severus i Marines dotarli do wielkiej, ciemnej, długiej komory. To miejsce aż się prosiło o coś wielkiego, co miałoby ich zabić. W takich miejscach zawsze bywa takie coś.

Jeden z Konkwistadorów wykazał się swoistą inicjatywą i cisnął wgłąb komory racę, a ta oświetliła dużą jej część. Wtedy wszyscy stanęli jak wryci, ujrzawszy, z czhm zaraz będą mieć do czynienia.

- Właśnie dlatego chciałem iść górą. - powiedział do siebie Severus, patrząc na tyranidzkiego Carnifexa, który właśnie obudził się i wyszczerzył w ich kierunku kły.


- Masz dość? - zapytał Dragos przy kolejnym skrzyżowaniu mieczy.

- A ty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Rachelle.

Garrett stał z boku, patrząc na swoją córkę w akcji i uspokajając przy tym Deltę. Musiał przyznać ex-Inkwizytorowi rację: Heremusjanie są wewnątrz krusi i delikatni. A ona była doskonałym tego przykładem. Zdecydowanie nie była przygotowana na horror jaki dzieje się w galaktyce już od ponad dziesięciu tysiącleci.

I nagle całą komorą i być może jeszcze korytarzem wstrząsnął bolesny krzyk Rachelle. Dokładnie to było impulsem dla Harlana, by w jednej chwili rzucił się ze szponami na Dragosa i zaczął ciąć jak szalony. Obrzucony jakimiś chemikaliami, nie zaprzestał walki. W tym samym czasie Delta podbiegła do leżącej na posadzce dziewczyny. Wiła się z bólu i kurczowo łapała za lewe ramię, z którego obficie krwawiła. Mutantka z początku nie wiedziała, co się jej działo, bo całkiem zasłaniała swoje rany. Dopiero po krótkiej chwili ujrzała coś obok Rachelle, leżącego w kałuży krwi i kurczowo trzymającego falchion.

Ujrzała jej odciętą rękę.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.