FANDOM


Długo to trwało. Nawet bardzo długo… Ale w końcu dali radę! Stracili ponad dwie trzecie Marines, ale dali radę. Wielki Carnifex padł martwy pod ostrzałem Konkwistadorów.

- Chwała Konkwistadorom! - wykrzyknęli pozostali przy życiu Astartes.

Severus spojrzał w martwe oczy Tyranida i uśmiechnął się szyderczo. Kolejny plugawy Carnifex do odfajkowania.

- Dobra. Nie zwlekajmy i ruszmy się do Garretta. - oznajmił po krótkiej chwili. Wtedy wszyscy Konkwistadorzy ruszyli za nim w kierunku pozostałej dwójki Inkwizytorów.

Na miejscu zastali bardzo nietypowy widok: Harlana i Dragosa siłujących się ze sobą jak równy z równym oraz siedzącą z boku Rachelle, która, tulona krzepiąco przez Deltę, przyglądała się poczynaniom ojca półprzytomnym wzrokiem. Garrett, usłyszawszy kroki Marines, odwrócił się na sekundę, by na nich spojrzeć. Ta jedna sekunda wystarczyła Dragosowi, żeby z całej siły strzelić swojego przeciwnika pięścią w twarz. Harlan przejechał po posadzce aż pod nogi Severusa, wydając przy tym odgłos podobny do tego, jaki wydaje hamulec pędzącego samochodu.

- Au… Cześć, Severus… - powiedział ze swojego "piętra", po czym nastawił sobie szczękę i wyprostował się z chrzęstem kości. Zaraz potem poprawił przekrzywiony na głowie kapelusz i ponownie zaszarżował na Dragosa. - Myślisz, że z tobą skończyłem?!

W jednej chwili ex-Inkwizytor dostał od swojego przeciwnika z całej siły w sam środek twarzy. Twarzoczaszka pękła mu w kilku częściach, podobnie jak bioniczne oko. Dragos padł nieprzytomny na posadzkę, tuż pod nogi Garretta, który brał kilka długich oddechów, by uspokoić przeładowane adrenaliną serce. Uspokoiwszy się, Harlan podszedł do córki i spojrzał najpierw w jej oko - nabrzmiałe od wynikłego ze strasznego bólu płaczu - a poten na jej ranę. Aż zamrowiło go przedramię. Po chwili jednak położył delikatnie dłoń na ramieniu Rachelle i uśmiechnął się do niej lekko.

- Nie obawiaj się, coś na to poradzimy. I już nawet wiem, co.


Na orbitę planety przybyły dwa okręty: Czarny Okręt Inkwizycji mający zabrać Dragosa oraz krążownik Dyktator. Ten drugi nie należał jednak do Kirova, ale do - ku zaskoczeniu wszystkich - pewnego jeszcze bliższego znajomego Garretta.

- Tutaj Duch Wędrowca. Prosimy o kontakt z Dłonią Wojny. - przemówił do okrętu Harlana męski głos.

- Tu Dłoń Wojny. Dobrze was widzieć. Kapitan wkrótce powinien przybyć na pokład. Radzę w tym czasie cierpliwie zaczekać. - odpowiedział mu głos Eldara. Aragsen - kiedy sytuacja tego wymagała - był nie tylko tłumaczem i ochroniarzem, ale i vice-kapitanem Dłoni Wojny. Akurat zaistniały okoliczności, które wymusiły na nim przyjęcie tej ostatniej roli.


Rachelle siedziała na krańcu łóżka w skrzydle szpitalnym. Niewielu było tu rannych czy to od wypadku przy pracy, czy to po walce. Dłoń Wojny musiała więc działać jak należy na wszystkich pokładach. Spojrzała na zabandażowany kikut lewej ręki i zasyczała z bólu. Jak na złość częściej używała lewej ręki.

Podniosła wzrok, kiedy usłyszała otwierające się drzwi. Uśmiechnęła się lekko. To Celeste przyszła sprawdzić, czy wszystko z pacjentami w porządku. Towarzyszyła jej Delta, krok w krok.

- Jak się czujesz, Inkwizytorko? - zapytała Celeste, zbliżając się do pasierbicy. Przyjrzała się jej ranie z bliska. - Nie wygląda źle. Nie doszło do żadnego zakażenia, więc raczej więcej już nie stracisz.

Po krótkiej chwili lekarka odwróciła się do mutantki.

- Delta, bądź tak miła i podaj mi leki przeciwbólowe i etanol. I bandaże. - poprosiła ją. Delta przytaknęła i bez słowa poszła w kierunku szafki, by wziąć z niej potrzebne Celeste rzeczy.

- Teraz to tobie towarzyszy? - zapytała macochę Rachelle.

- Szybko uczy się podstaw medycyny. Chyba była właśnie do tego stworzona. Poza tym, jest ładna i urocza, więc łatwo zdobywa zaufanie. No i nie dawała mi spokoju, chcąc cię zobaczyć, więc zaproponowałam jej, że trochę mi tu pomoże, a więc trochę i tobie. - odpowiedziała z uśmiechem Celeste, przyglądając się mutantce, która ostrożnie niosła wskazane lekarstwa na metalowej tacce.

Kiedy postawiła bardziej krzywy krok, skupiając się tylko na tym, by nie upadły, buteleczki jak na złość zaczęły się chwiać i spadły. Delta jednak szybko wyciągnęła ku nim swój długi ogon i owinęła go wokół buteleczek. Odstawiwszy je na tackę, z powrotem ruszyła do lekarki. Ta z uśmiechem wzięła leki i odstawiła je na stolik.

- Dziękuję. - powiedziała. Po chwili zaczęła zmieniać opatrunek Rachelle, na sam początek dając jej silne leki przeciwbólowe, a potem odwiązując bandaże. - No… Ładnie ci się ta rana goi.

- Rozumiem, że dostanę jakąś protezę? - zapytała prosto z mostu Lyons.

- Oczywiście. Ale to dopiero po pełnym zakojeniu się ran. Nie chciałabyś pewnie nabawić się zakażenia? - odpowiedziała Celeste, odkażając rany Inkwizytorki. Nawet pomimo silnych środków przeciwbólowych, Rachelle czuła nieprzyjemne szczypanie. - Przy okazji, właśnie przybyli Korsarze z Ducha Wędrowca. Może chciałabyś ich powitać razem z ojcem?

- Znam ich w ogóle?

- Zaraz poznasz. Z pewnością się polubicie.


Kapitanowie obu statków uścisnęli sobie ręce… a potem trzasnęli się głowami. Po chwili obaj cofnęli się do tyłu. Gość Garretta omal nie upadł na podłogę, ale w porę odratowała go od tego dziewczyna w czarnym, opinającym całe ciało kombinezonie.

- Huh. Męski uścisk dłoni, co? - zaśmiała się krótko owa dziewczyna, stawiając kapitana z powrotem na nogi. Potem podeszła do Harlana i delikatnie go przytuliła. - Hej, tato.

- Cześć. Co was sprowadza w te śmierdzące Exterminatusem strony? - zapytał z uśmiechem Garrett, patrząc swoim jedynym okiem to po Ginewrze, to po Danielu.

Nagle wszyscy zwrócili wzrok ku drzwiom do hangaru, które powoli otworzyły się i ukazały im Rachelle. Spojrzała ona po ojcu i po swoim - jak się domyśliła - przybranym rodzeństwie. Uśmiechnęła się lekko i podeszła do nich. Z początku jednak zarówno Gina, jak i Daniel nie wiedzieli, kim jest nowo przybyła dziewczyna, ale z uwagi na doskonale widoczną odznakę Inkwizycji na szyi, natychmiast wyprostowali się i zasalutowali z szacunku dla tej rzekomo dobrej instytucji.

- Hej. - przywitała się lakonicznie, skrzętnie ukrywając pod swoim płaszczem ranną rękę. A raczej jej brak. W tym momencie podszedł do niej Garrett i wskazał ją swoim potomkom.

- Poznajcie się. Gina, Daniel, oto Rachelle. Rachelle, oto Gina i Daniel - twoje rodzeństwo. - przedstawił ich sobie, ku zaskoczeniu jej rodzeństwa. Po Ginie Lyons mogła być pewna, że jest Harlanówną. Biła od niej siona aura psioniczna, podobnie jak od ojca. No i przede wszystkim - oczy. Chyba tylko Harlanowie mieli je platynowe. To był jakiś ewenement genetyczny tej rodziny?

- Jesteśmy… rodzeństwem? - zdziwiła się Gina, patrząc to po swoim bratu, to po świeżo poznanej siostrze. - Jak to?

- Nasz ojciec miał romans, a jam jego efektem. - teatralnie wskazała na siebie Inkwizytorka. Obie dziewczyny spojrzały na Garretta, który chwilę potem udał się do gabinetu pod pretekstem spisania raportu. - Tak czy tak, może dowiem się o was czegoś?

C.D.N.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.