FANDOM


- Pozbyli się mnie, a teraz chcą mnie z powrotem? Aż zrobiło mi się ciepło na sercu... - powiedział chłodno Harlan, ochładzając ranę lodem. Rachelle miała siłę. Dużo siły, skoro zdołała jednym ciosem złamać mu nos.

- Nastały ciężkie czasy dla Imperium i potrzebujemy teraz każdej pomocy. Zwłaszcza kogoś, kto żywotnością dorównuje Lordowi Maccrage.

- Miód na moje serce, córuś…

- Hej! To, że jestem twoją córką, nie upoważnia cię jeszcze do określania mnie w taki sposób! - zawrzała Rachelle, na co Garrett przewrócił tylko oczami. Nagle oboje prawie podskoczyli, kiedy na stół, przy którym siedzieli, spadła z impetem pięść Seta.

- Możemy na chwilę przerwać dyskusje rodzinne i przejść do rzeczy? - powiedział twardym tonem, spoglądając to na starego, to na młodą.

- Racja. - Lyons uspokoiła się, wzięła łyka wina z kieliszka i zaczęła od początku: - Więc… Słyszałeś może o niejakim Dragosie?

- Kim? - zapytał kapitan.

- To jeden z agentów Inkwizycji. Zbuntował się i nikt nie wie, gdzie jest. Chcemy go odnaleźć i wymierzyć sprawiedliwość.

- I do tego mnie potrzebujecie? Co jest we mnie takiego wyjątkowego? - dopytał.

- Przyjaźniłeś się z jego dawnym towarzyszem, Severusem Bernierim. Szkopuł w tym, że nie mamy z nim kontaktu. Urwał się gdzieś w Ultima Segmentum i nie chce wrócić. A skoro ty byłeś dla niego jak syn, dowództwo postanowiło przywrócić cię do czynnej służby. A zatem… - Rachelle ponownie wyciągnęła przed swojego ojca jego starą odznakę. - Co ty na to… Inkwizytorze?


- Kurs na Ultima Segmentum! - rozkazał Garrett, nagle pojawiwszy się z nikąd na mostku Dłoni Wojny, doprowadzając w ten sposób kilku załogantów do mini ataku serca. - Co tak po mnie patrzycie? Lecimy!

- Um... Sir? Co to jest? - jeden z oficerów wskazał na coś nowego w image'u swego kapitana. Mianowicie na jakby marmurową odznakę chwalebnej i jednocześnie strasznej instytucji, jaką była Inkwizycja, przypiętą na sercu właściciela. Lord Harlan spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko do oficera.

- Pamiątka z przeszłości.

- A złamany nos? - zapytał inny, zauważając na jego twarzy na szybko wykonany, zakrwawiony opatrunek.

- Powiedzmy, że spotkanie nie poszło zgodnie z planem...

Po krótkiej chwili od wypowiedzenia tych słów, Dłoń Wojny weszła do Immaterium, gdzie na dzień dobry została powitana przez Demonicę Slaanesha, która jednak "zjechała" z frontowej szyby mostka zupełnie jak martwa mucha na szybie samochodu. Pole Gellera swoje robiło, nie ma co. Po chwili na okręcie wylądował jeszcze jeden demon, a potem kilka następnych. Spacznia była ostatnio bardzo wzburzona. Ciekawe, jaka była tego przyczyna...

- Niezła próba, bogowie, niezła próba... - powiedział ze złośliwym uśmiechem Garrett.


- Jak było na Czarnym Okręcie? - zapytała Celeste, zakładając mężowi bardziej solidny opatrunek na nos. Garrett wewnętrznie walczył z samym sobą. Mógłby jej powiedzieć prawdę; bądź, co bądź, jego małżonka to prawdziwa oaza spokoju. Z drugiej jednak strony, mogłaby uznać to za "zdradę". Pal licho, że cała akcja z pojawieniem się Rachelle miała miejsce, zanim oboje dowiedzieli się o swoim wzajemnym istnieniu. No i... bardzo dobrze operowała ostrymi narzędziami chirurgicznymi.

- Nawet nie- Auuu!... Nieźle... - odpowiedział kapitan, przerywając na chwilę, bowiem szpitalniczka w trakcie jego wypowiedzi ścisnęła mu obrzęknięty nos. - A to za co?

- Mogę wiedzieć, jakim sposobem poszło "nieźle", a mimo to muszę cię zszywać? - spytała szpitalniczka. Jej głos nie zdradzał irytacji, a bardziej zaciekawienie. Doskonale znała karierę swego męża; sądziła, że musiał być znany i lubiany pośród Inkwizytorów. "Kto zatem mu to zrobił? A może tylko się poślizgnął? Chociaż to zupełnie nie w jego stylu..." - pomyślała. potem skrzywiła się. - Niedobrze. Złamanie z przemieszczeniem. Muszę poczekać, aż zejdzie obrzęk, a potrwa to niecały tydzień.

- Tydzień? Ugh...

- To, wracając do tematu Inkwizycji...

- A tak. Mam w skrócie pomóc odnaleźć jakiegoś zbuntowanego Inkwizytora. Więcej nie ujawnię z uwagi na bezpieczeństwo moje i twoje.

Nagle do pokoju medycznego wparował Aragsen. Aparycją już przypominał człowieka i gdyby nie szpiczaste uszy, obywatele Imperium spokojnie mogliby wziąć to za jakiegoś szlachcica. Zupełnie nic nie robił sobie z obecności Celeste.

- Garrett, twoja córka chciałaby z tobą pogadać. Czeka na ciebie w waszej kajucie.

- Gina tu jest? - zdziwiła się Celeste, patrząc to na męża, to na jego przyjaciela.

- Nie, ta druga, Rachelle.

Szpitalniczka spojrzała ze zmarszczonym czołem na Garretta, doskonale wiedząc, iż mają tylko jedną córkę. "Czy mogę mieć chociaż chwilę wolności od bycia przypieranym do ściany?"- zapytał sam siebie Harlan.

- Uh… Na swoją obronę powiem, że to wszystko miało miejsce na długo przed naszym pierwszym spotkaniem. - wybronił się. - Mogłabyś, proszę, odłożyć ten skalpel?


- Mówże, o co chodzi…

By dać sobie w końcu odpocząć po tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło - od spotkania z Rachelle, złamanego nosa i żony mającej do niego pretensje, że nie miała o niczym pojęcia - Garrett zrezygnowany padł płasko na łóżko, nawet nie zwracając uwagi na mijaną w przejściu nieślubną córkę. Nawet ona skrzywiła się jego stanem psychicznym.

- Dobra, przyznaję: trochę zbyt szybko to wszystko wyszło. - powiedziała, patrząc na leżącego ojca.

- "Zbyt Szybko"? W jeden cholerny dzień wywróciłaś mi życie do góry nogami! - wybuchł nagle Garrett i ponownie padł na łóżko. - Imperatorze… Jak to się dzieje, że tym razem wymiękam? Ugh… Muszę się napić…

Niechętnie wstał i podszedł do szafki, szykując dużą butelkę wina oraz dwa kieliszki.

- Machariańskie. Pijesz?

- Jasne. - Rachelle podeszła i pozwoliła sobie nalać alkoholu. Spróbowała trochę. - Hm. Niezłe. Plotki się sprawdziły.

- Mianowicie?

- Że jesteś pijakiem, ale z dobrym gustem.

- Miło... To w jakiej sprawie chciałaś porozmawiać?

- Cóż... Po pierwsze, chciałam cię tak jakby przeprosić za tamto na moim okręcie. Zbyt dużo emocji i musiałam się jakoś rozładować.

- Tia... Z drugiej strony, niezły masz cios.

- Serio?

- No, niewiele jest ludzi, którzy są w stanie mnie w jakikolwiek sposób połamać. A jaka jest druga rzecz?

- Ponoć byłeś dość znany wśród reszty Inkwizytorów. Mówili na ciebie "Szczeniak".

- Otrzymałem odznakę w dość młodym wieku. Zresztą, wiesz na własnym przykładzie, że to dość rzadki przypadek.

- Tia... Słyszałam też, że lubisz się z obcymi. To prawda?

Jako odpowiedź, Garrett pokazał jej eldarski pas antygrawitacyjny, który nosił pod mundurem od czasu opusczenia Pajęczego Traktu.

- Arlekini byli tak mili, że pozwolili mi zachować to i owo.

Reszta tego dnia minęła im na nieco spokojniejszej rozmowie i odnowieniu dotychczas nawet nieistniejącej relacji ojciec-córka. Rachelle okazała się być całkiem niezłą słuchaczką, podczas gdy jej przodek dawał upust swoim zdolnościom krasomówczym. Przy okazji oboje raczyli się wysokiej jakości winem.


Dłoń Wojny wydostała się po trzech dniach w Ultima Segmentum, a dokładniej - gdzieś za Ultramarem. Już znacznie, znacznie spokojniejszy i bardziej wyluzowany Garrett usiadł na tronie, a obok stanęła Rachelle. Trzy dni temu została przepita i do dzisiaj cierpiała resztki kaca. Tymczasem jej ojciec pracował jak gdyby nigdy nic.

- Dobra. Jesteśmy. Gdzieś tu musi być Sev-

- Zwrot na sterburtę! - krzyknął nagle jeden z oficerów. Okręt wykonał zwrot, a potem wykonał salwę w kierunku nadlatującego wroga.

- Co tu się dzieje?! - zapytała nagle Lyons, ignorując fakt, że jeszcze przed chwilą bolała ją głowa.

- O jasna cholera! Wpadliśmy na bitwę! Z Tau! Woohoo! Nakopmy niebieskim komuchom do dupy! - z voxa rozgorzał "okrzyk bojowy" Kirova.

Mała flota, na którą składały się Dłoń Wojny, Gniew Valhalli i Czarny Okręt, znalazły się dosłownie w środku bitwy kosmicznej, jaką toczyli ze sobą Ultramarines i Marynarka oraz Tau. Widocznie xenos korzystali z okazji, że Imperium zwalnia przez powoli słabnący Astronimican. Pojawienie się trzech okrętów wywołało niemałe poruszenie u obu stron. Przez chwilę sługi Imperatora wycelowały w nich swoją broń, biorąc ich za innych obcych albo - odpukać! - jakąś zaginioną bandę Chaosu.

- Tu Inkwizycja! Nie strzelać! - krzyknęła przez voxa Rachelle!

- Dzięki Imperatorowi! Dobrze w końcu spotkać przyjazne okręty w tej części Segmentum. - odezwał się kapitan jednego z okrętów Imperialnej Marynarki. - Ci przeklęci xenos są już dosłownie wszędzie! Aż boję się otworzyć szafę.-'

- Jak mniemam, powinniśmy was wesprzeć. - powiedział Garrett.

- Uh... No tak. Byłoby to wskazane, sir.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.