FANDOM


Taurox zatrzymał się tuż pod zniszczonym budynkiem, a drzwi do niego otworzyły się. Drużyna Militarum Tempestus wybiegła na ulicę i rozpoczęła ostrzał Mrocznych Eldarów, którzy w porę zauważyli komitet powitalny i otworzyli w ich kierunku ogień. Za rozkazem Tempestora Prime, wszyscy żołnierze ukryli się w budynku i stamtąd się bronili. Obcych było jednak zbyt wiele, nawet jak dla Tempestorów. Przy dużych stratach ze swojej strony, zdołali ostatecznie zabić żołnierzy Imperium, a dwóch nawet ogłuszyć. Jak nic skończą na arenie Commorragh, o ile przeżyją.

- Sprawdźcie jeszcze tam. - Sybirata wskazał bronią na Tauroxa. Dwóch wojowników zbliżyło się do wejścia do pojazdu. Weszli do środka... i nagle jeden z nich został odepchnięty piorunem psionicznym, a drugi zniknął w środku, lecz zaraz potem wypadł na zewnątrz, przebity na wylot długim mieczem.

Na zewnątrz wyszła młoda kobieta. Gorset, płaszcz, tatuaże… Wyglądała trochę jak komisarz z jakiegoś dzikiego świata. Zbliżyła się do przebitego Eldara i wyciągnęła mu z piersi ostrze, przetarła je ręką, po czym spojrzała platynowymi oczami na Sybiratę.

- Huh. Więc to ty przewodzisz tymi wszystkimi obcymi, co? - zapytała retorycznie, opierając swoje ostrze na barku. Zdawała się nie zdradzać strachu ani niczego takiego. - Lepiej wiej, jeśli nie chcesz skończyć jak reszta.

- Ha! Pyskata dziewczyna. Lubię takie. - rzekł Mroczny Eldar, odrzucając karabin na bok, a dobywając miecza. - Będzie z ciebie piękne trofeum.

- Zobaczymy. - odparła z lekkim uśmiechem dziewczyna.

Oboje w jednej chwili ruszyli na siebie. Zaczęła się niezwykle wyrównana walka, podczas której szala zwycięstwa przechylała się raz na stronę dziewczyny, a raz - na Eldara. W dodatku ludzka wojowniczka zdawała się nie okazywać zmęczenia. Walczyła iście po eldarsku - jednocześnie z gniewem i gracją. Irytowało to mocno Sybiratę.

W pewnej chwili Mroczny Eldar dał dyskretnie znak jednemu z pozostałych przy życiu wojowników. Ten, ukryty na piętrze jednego z niewielu stojących w okolicy budynków, wystrzelił z karabinka, trafiając dziewczynę w plecy. Wojowniczka krzyknęła i padła po chwili na ziemię, tracąc w jednej chwili przytomność. Chyba użyli na niej jakiejś neurotoksyny paraliżującej.

Sybirata odetchnął ciężko, po czym spojrzał na swoją "zdobycz". Potem przerzucił wzrok na grupę podkomendnych, którzy wyszli ze swojej kryjówki.

- Bierzemy ją z resztą. - rozkazał im i spojrzał ponownie na nieprzytomną dziewczynę. Schylił się i podniósł jej miecz, przyglądając mu się uważnie. Porządne, kunsztowne wręcz wykonanie. Jak na człowieka, oczywiście. - A to biorę ja.


Otworzyła leniwie oczy. Ledwo mogła się ruszyć, nawet pomimo faktu, iż neurotoksyna przestała działać. Poczuła, że nie ma na sobie płaszcza, a jej nadgarstki są związane za jej plecami. Złapali ją... Świetnie...

Czuła, że leży na ziemi. Na bardzo popękanej ziemi. Chyba wciąż była w mieście. Zmusiła się do podniesienia do siadu, a kiedy to uczyniła, ujrzała przed sobą eldarskiego Sybiratę. Patrzył na nią zimnymi, czerwonymi oczyma. Zobaczyła całkiem świeżą bliznę pośrodku jego twarzy - jej dzieło.

- No proszę, kto nam się obudził. - rzekł i złapał dziewczynę za twarz, chcąc przyjrzeć się jej z bliska. Nawet nie obchodziło go, że lekko ją w ten sposób dusił. - Ładne tatuaże.

W jednej chwili Mroczny Eldar został przez nią opluty prosto w twarz. W odpowiedzi dostała siarczystego liścia z okutej rękawicy. Aż znów upadła na ziemię.

- Niewychowana Mon'Keigh! - syknął. - Choć z drugiej strony, Archont z pewnością cię polubi. Wprost przepada za ludzkimi kobietami...

"Żebyś się tylko nie przeliczył..." - pomyślała w gniewie dziewczyna.


- Gina? Jesteś tam? Co się dzieje? - przez upuszczony vox odzywał się jakiś mężczyzna. Brzmiał na mocno zaniepokojonego. Odpowiadała mu głucha cisza. - Cholera, wiedziałem, że nie powinienem zostawiać cię samej!


Mroczni Eldarzy przenieśli się ze swoją nową niewolnicą na statek. Musieli ją aż zakneblować, żeby żadnego z nich nie zagryzła, a sądząc po dość ostro wyglądających zębach, była do tego zdolna. Z założonym na twarz “kagańcem”, szła prowadzona przez swoich oprawców w tylko im znanym kierunku.

Dotarła do czegoś pomiędzy magazynem a salą tronową. Widać ci Mroczni Eldarzy wolą, jak wszystko jest blisko. Na tronie przed nią siedział Archont - przywódca wszystkich tych obcych. Jego jedyne, prawe oko skupiło się na Ginie, a na jego ustach pojawił się minimalny uśmiech.

- No proszę, proszę… Postarałeś się tym razem, Brakyth. - rzekł powstał ze swojego tronu. Eldar zwany Brakythem jak na zawołanie szturchnął nową niewolnicę, by upadła na kolana. Archont zbliżył się do niej, chcąc obejrzeć ją z bliska. - Hmm… Ładne masz oczy, skarbie. I nie tylko oczy… No i widzę, że całkiem ładnie oszpeciłaś mi Sybiratę.

Dziewczyna tylko prychnęła w gniewie. Na razie tylko tyle mogła zrobić. Z drugiej strony, była poniekąd dumna, że wywarła na Eldarze pozytywne wrażenie. Wiadomo, tym xenos nie da się od tak zaimponować.

- Zabierzcie ją do celi. Potem zdecyduję, co z nią zrobimy. - oznajmił Archont. - I przygotujcie jej coś bardziej… wyjściowego.

- Tak jest, panie. - odparł Brakyth i podniósłszy Ginę na równe nogi, zaczął ją prowadzić… gdzieś. Do jakiejś celi. A co ją czekało - tego się domyślała…

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.