FANDOM


Dostała ultimatum: albo zostanie osobistą niewolnicą i czasem też gladiatorką Archonta, albo będzie "wolna do użytku". W takiej sytuacji nawet się nie zastanawiała, tylko wybrała pierwszą opcję. Już bardziej wolała być dziwką jednego niż kilkuset. Aesquar nie powiedział jej jedynie, jakie będzie mieć "obowiązki". Choć z drugiej strony, chyba wolała się nie dowiadywać. Prosiła tylko Imperatora w duchu, żeby to nie były takie obowiązki.

Archont wydawał się być całkiem zadowolony z decyzji dziewczyny. Musiał bardzo lubić ludzkie kobiety. Rozkuwszy ją, rozkazał przygotować jej coś, w co mogłaby się ubrać. Potem wyszedł, by zająć się czymś poza komnatami, zostawiając tym samym Ginę samą. Czuła się tutaj nieswojo. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Chyba jedyne, co jej na razie pozostało, to czekać, aż ktoś w Imperium zauważy, że znikła. Bo to zauważą, prawda?

Komnaty Archonta były całkiem nieźle urządzone. Chyba najlepiej ze wszystkich miejsc na tym statku. Miał tu podwójne łóżko, biurko, stojak na broń i zbroję, i różne inne, lecz ważne dla dobrego wystroju rzeczy. Wszystko to w ciemnych barwach, w których dominowały czerń i fiolet. Aesquar musiał być jakimś artystą, bo w rogu stała jeszcze sztaluga. Minimalnie zaplusował u swojej nowej niewolnicy.

Były tu jeszcze drugie drzwi, zapewne prowadzące do "jej" pokoju. Chcąc sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest, dziewczyna powoli otworzyła je i weszła do środka, początkowo nie wiedzieć, jak zareagować na czekający tam na nią widok.

Tu było już coś pomiędzy sypialnią a łaźnią. Mogła zobaczyć szerokie łóżko, dużą wannę w podłodze, ławki, szafkę z ręcznikami... i chyba naścienne "wieszaki" na obroże dla niewolnic, żeby nie uciekły. Za parawanem ujrzała jakąś kobiecą sylwetkę. Bardzo atrakcyjną kobiecą sylwetkę... Jej właścicielka chyba usłyszała otwarcie drzwi.

- Kto tam jest? - zapytała. Miała miły dla ucha, choć dość "drapieżny" głos. - Nie jesteś Archontem. Czuję to. Więc kim?

- Uh... Na pewno nie Mrocznym? - odpowiedziała skołowana Gina. - A ty kim jesteś?

Zza parawanu wyszła powoli równie skąpo odziana, co dziewczyna, Eldarka. Miała długie czarne włosy, szmaragdowe oczy oraz tatuaż na szyi w kształcie runy Alaitoc. Wyglądała na porządnie zawstydzoną widokiem Giny. Podobnie sama Gina jej widokiem.

- Laerys... - przedstawiła się cicho, wyraźnie unikając kontaktu wzrokowego. Choć na pierwszy rzut oka "drapieżna", wydawała się nieśmiała. W jednej chwili wpadła dziewczynie w oko.

- Ginewra. Albo Gina. - przedstawiła się dziewczyna. Teraz musiała znaleźć jakiś - jakikolwiek - temat do rozmowy. - To... jak długo tu jesteś?

- Tyle, ile wy liczycie miesiąc. - odpowiedziała chłodno Eldarka. - A ty? Jesteś nowym nabytkiem Aesquara?

- Niestety. Ale nie liczyłabym na jego miejscu, że długo tu zabawię.

- Powodzenia, Mon'Keigh... Próbowałam uciec już dwa razy i wciąż tu tkwię. Jeśli mnie się nie udało, to tobie tym bardziej się nie uda.

Wtem obie usłyszały pukanie do drzwi.


- Nie powinno być tego... więcej? - zapytała niepewnie Gina, przeglądając się w lustrze po założeniu na siebie stroju do walki. Od jej "ubrania" różnił się posiadaniem topu, butów na obcasie i lekkiego opancerzenia na ręce i nogi. Wyglądała teraz jak wycha. Zawsze to coś.

- Gdybyś jeszcze miała dłuższe włosy, zrobiłbym cię na samą Lelith Hesperax. - rzekł Aesquar, patrząc na pięknie uwydatnione kształty dziewczyny. Szalałby za nią niejeden mężczyzna, a on miał takie szczęście, że była jego osobistą niewolnicą. Podszedł i położył dłonie na jej biodrach, patrząc na jej odbicie w lustrze. Ginę przeszedł zimny dreszcz. - Jutro odbywają się tu małe igrzyska. Kabały Martwej Gwiazdy i Krwawiącego Oka przybędą do nas i będą walczyć z nami i ze sobą. To znaczy - z tobą i ze sobą.

- Co będzie, jeśli wygram?

- Zyskasz szansę przeżycia jeszcze kilku dni przy nas. Czy to nie miłe?

- Tak… bosko…


Znów mogła poczuć w dłoni swój miecz. Gdyby jeszcze nie była niewolnicą, czułaby się świetnie. Z jego pomocą zdołała zdekapitować dwóch Mrocznych Eldarów, a jednemu nawet odcięła zbrojną rękę. Czuła, że jest w swoim żywiole.

Nagle naprzeciwko niej stanął skrajnie zmodyfikowany genetycznie Mroczny Eldar. Lewą rękę miał zastąpioną ostrym jak brzytwa tasakiem, a w prawej trzymał podobną broń. Jego twarz była zasłonięta metalową maską, a ciało poorane wszelkiej maści bliznami.

- Zdechniesz na tej arenie, Mon’Keigh! - powiedział do dziewczyny zniekształconym przez maskę głosem, po czym ruszył na nią, wywijając ostrzami.

Gina natychmiast zareagowała i odskoczyła od Zatraconego w ostatniej chwili. Zmutowany Eldar zamiast podnieść ostrza, zatoczył nimi koło po ziemi, podcinając wojowniczkę. Gdyby nie to lekkie - ale jednak - opancerzenie, nie miałaby już nóg. Od następnego ciosu uratowało ją tylko to, że zdążyła się przeturlać i potem powstać. Czyżby znalazła zobie godnego przeciwnika?

- Jesteś szybka, ale ja jestem szybszy. - rzekł Zatracony i ponownie rzucił się na dziewczynę. Ta tym razem z trudem, ale zablokowała cios ostrzem. Popatrzyła mu na maskę, po czym skupiła się. Jej oczy zabłysnęły na biało-niebiesko, podobnie jak tatuaże. W tej chwili odepchnęła od siebie Mrocznego Eldara i z całej siły wbiła mu swój miecz w głowę, natychmiastowo go zabijając. Potem Położyła nogę na jego piersi i w ten sposób go odepchnęła, wyciągając przy tym ostrze.

Spojrzała na widownię. Posypały się brawa. Uśmiechnęła się lekko i przerzuciła wzrok na Archonta. Mina jej zrzedła. Nie wyglądał na zadowolonego. Ani trochę…


- Głupia Mon’Keigh!

Na gołe plecy dziewczyny po raz kolejny spadł długi pejcz Aesquara, raniąc je dotkliwie. Z zakneblowanych ust wyrwał się bolesny krzyk, a po policzkach spłynęły strumienie łez. Gina napięła wszystkie mięśnie, przykuta rękami i szyją do ściany. I nagle padło kolejne uderzenie. To była kara za używanie psioniki.

- Pozwól, że ci to wytłumaczę. Powoli, głośno i wyraźnie, żebyś zrozumiała. - zaczął Archont, zbliżając się do ucha dziewczyny. - Nikt nie ma prawa używać tu magii. W innym wypadku Slaaneth zainteresuje się nami i naszymi duszami. I nie myśl sobie, że nie wyczuję, że coś kombinujesz. Bo wyczuję to doskonale. Rozumiesz to?

Gina energicznie pokiwała głową.

- I żeby to był ostatni raz, jasne? - rzekł na odchodne Aesquar, po czym opuścił komnaty niewolnic, zostawiając skutą dziewczynę samą.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.