FANDOM


Brat Inquiden podszedł do wizjera na mostku i rozejrzał się. Zobaczył jasno świecącą gwiazdę, otoczoną przez liczne planety. Skinął na adiutanta i wskazał na jeden z księżyców gazowego olbrzyma.

- Dane wskazały tę planetę?

- Tak, panie. - odparł ze spuszczoną głową żołnierz. W jego oczach było widać niemal fanatyczne oddanie swojemu dowódcy. - Co mamy zrobić?

- Wyślijcie sondy. I przyślij do mnie Belzebuba.

- Tak jest!

Dziewięć miesięcy wcześniej

Rozdział I - Ostatni czyn

- Bracie słyszysz mnie? Bracie Inquinden! - konsyliarz rozpaczliwie starał się utrzymać umierającego marine przy życiu. Grom ostrzału artyleryjskiego przetaczał się po polu bitwy. Tyranidzi padali tysiącami, a połączone siły Gwardii i Imperialnych Pięści spychały ich coraz dalej. Konsyliarz otrząsnął się i spróbował się skupić na rannym towarzyszu. Wystrzał z broni Karnifeksa zmiótł całą osłonę i pluton piechoty za nią. Marine nie mógł się nadziwić, że jego brat jeszcze trzyma się życia. Z rozdartego boku płynęło zbyt wiele krwi aby enzymy mogły ją zatrzymać. Inquinden popatrzył na starającego się pomóc lekarza i zobaczył tyranida za jego plecami. Nie zdążył zareagować - koszmarna broń obcego wbiła się konsyliarzowi w pancerz na plecach i rozerwała go. Reszta korpusu w drgawkach wzmocnionych przez wspomaganie pancerza dygotała na ziemi. Tyranid obrócił się w kierunku marine i jego głowa spotkała trzy pociski z pistoletu boltowego. Inquinden widział jak przez mgłę, jak jego strzały rozszarpują głowę obcego. Upuścił pusty pistolet i spróbował się podnieść. Miał świadomość, że to koniec - rana ciągle się nie zasklepiła. Czołgając się dotarł do ciała brata-dewastatora i wyjął z jego rąk ciężki bolter. Spojrzał w czerwone niebo i opuścił wzrok. Obcy nadciągali w kierunku jego pozycji. Marine odbezpieczył broń i wzywając Imperatora pociągnął za spust. Strzelał aż skończyła się amunicja, a jego oczy znowu zaczęły szwankować. Widział mgliście idącego w jego stronę Tyrana Roju. Obcy spojrzał na niego i z okrutnie wykrzywioną paszczą podniósł swoją broń. Inquinden czuł, jak znużenie i osłabienie ściągają jego powieki. Jedynie dzięki ogromnej sile woli zdołał je otworzyć - zobaczył, jak klatkę piersiową bestii rozrywa seria z boltera. Kątem oka zobaczył marine w smoliście czarnej zbroi, który podbiegł do niego i dotknął jego hełmu, mówiąc:

- Twój czas jeszcze nie nadszedł.

Rozdział II - Przebudzenie

Inquinden ocknął się i rozejrzał. Białe ściany ambulatorium okrętu kołysały się, a on sam nie dał rady poruszyć się w jakikolwiek sposób. Po chwili zobaczył brata-konsyliarza pochylającego się nad nim.

- Jak... długo? - zdołał wyszeptać.

- Od trzech dni. Tyranid miał na ostrzu toksynę blokującą działanie enzymów. Imperator spojrzał na ciebie wyjątkowo łaskawie - twoja rana się zamknęła od razu kiedy straciłeś przytomność. - odparł konsyliarz. - Teraz wszystko w jego rękach.

Jakiś czas później Inquinden obudził się ponownie. Z trudem zdołał usiąść na swojej pryczy. Zauważył leżący obok niego bank danych, bez żadnych oznaczeń. Wiedziony intuicją schował go do wnęki w ścianie. Po chwili otworzyły się rozsuwane drzwi i wszedł inkwizytor.

- Chwała Imperatorowi! - powitał kosmicznego marine. Inquinden ledwo wstał - rana na boku dawała o sobie znać. - Wasza odwaga zostanie doceniona, Imperator zaiste ma was w opiece.

- Tylko dlatego jeszcze żyję. - odpowiedział lakonicznie i przypomniał sobie smoliście czarny pancerz wspomagany.

- Jednak wasze wcześniejsze działania były niezgodne z dobrem Imperium! - rzekł inkwizytor. - Naraziliście na wrogi ostrzał samego Wielkiego Inkwizytora!

- Tam byli gwardziści. Oni też zasługiwali na życie.

- Co znaczy garstka żołnierzy wobec życia największego z nas!? Zdajecie sobie sprawę z powagi sytuacji?? - wrzasnął inkwizytor i spojrzał w oczy Inquindena. Po chwili nie wytrzymał i opuścił wzrok. - Sprawa trafi do waszego dowódcy, do tego czasu macie tu zostać. - Po czym odwrócił się i wyszedł.

Marine upewnił się, że tamten już nie wróci i sięgnął po bank danych. Znał kogoś, kto mógł mu pomóc. Medytował przez chwilę, po czym podszedł do drzwi. Otworzył boczny panel, wyjął obudowę i przełączył dwa przewody. Drzwi się rozsunęły - Mechanicus ciągle się nie połapali, że mają STC drzwi do mieszkania a nie do celi. Zamknął starannie panel i wyszedł.

Belzebub pokręcił głową i popatrzył na serwitora. Ten stał przed nim w idealnie prostej postawie i trzymał kubek. W naczyniu była gęsta ciecz o wyjątkowo podejrzanym zapachu.

- Co to jest? - zapytał zrezygnowany Kapłan Maszyny.

- Ka-wa. - odparł mechanicznym głosem serwitor.

- To dlaczego do cholery wygląda jak olej silnikowy? - zapytał Belzebub.

- Błąd 203. Konieczny reset systemu. - odparł na to serwitor i się wyłączył.

Kapłan Maszyny prawie strzelił się w czoło serworamieniem, po czym zrestartował maszynę. To się musi zmienić! - myślał idąc do maszynowni. Może jakby pogrzebać mu w układach... - a potem przypomniał sobie za co ma dozór Inkwizycji i zdegradowaną rangę i odrzucił pomysł. Wszedł do maszynowni i zobaczył Inquindena zamykającego drugie drzwi wejściowe.

- Witaj. Podobno zostałeś ranny? - zapytał ironicznie Belzebub patrząc na bliznę od biodra po obojczyk widoczną przez tunikę.

- Skądże. - odparł marine i wyciągnął bank danych. - Potrzebuję pomocy z tym.

Kapłan Maszyny popatrzył na nośnik i powiedział:

- Dziwne... Skąd to masz? A zresztą, i tak mi nie powiesz.... - I zamiast odprawić stosowne rytuały do Ducha Maszyny wykonał kilka sztuczek i otworzył panel z dużą ilością gniazd. Wcisnął w jedno z nich chip i popatrzył na ekran. - Zabezpie.. - i urwał widząc że marine podszedł do panelu i dotknął dłonią białej płytki. Światło przygasło, a oczy Inquindena zaczęły miotać się na wszystkie strony. Po chwili marine odleciał z błyskiem wyładowania od panelu, a na konsoli pojawił się zielony ciąg liczb. Belzebub przejrzał to i zdziwiony powiedział:

- Dostęp przyznany. Jak to zrobiłeś?

- Wiedziałem... Wiedziałem, że tak trzeba.

Kapłan Maszyny przejrzał dane.

- To koordynaty jakiejś gwiazdy i dużo zaszyfrowanych informacji. Prawdopodobnie odszyfrują się tylko tam, gdzie pokazują dane. Zaraz... - Belzebub przeklął cicho i wiedząc, że to konieczne odmówił krótką półgodzinną modlitwę do Omnizjasza. Po jej zakończeniu popatrzył na ekran i wytrzeszczył oczy.

- Tu jest STC! Konkretniej karabinu laserowego. Pełne! Rozumiesz, co to znaczy? Pełne!

Inquinden nie słuchał cieszącego się Kapłana Maszyny, bo słyszał inny głos W środku, w sobie. Wiesz, co masz zrobić. Sam wiesz to najlepiej, mój synu. Ja mogę ci jedynie wskazać drogę. Marine popatrzył na Belzebuba i powiedział:

- Bierz nośnik. Idziemy.

Kapłan Maszyny popatrzył mu w oczy i zrozumiał. Za dobrze go znał.

- Ile mamy czasu?

- Pewnie się już zorientowali, że nie ma mnie w celi. To nieważne. On oświetla naszą drogę.

Belzebub zastanowił się chwilę, po czym podszedł do panelu i włączył przekaz. Po chwili jego obraz był na każdym wyświetlaczu, a pachołkowie Inkwizycji z całego okrętu mogli go widzieć i słyszeć.

- Tutaj zastępca techkapelana okrętu "Oczyszczający Płomień". Żołnierze! Wasi dowódcy dopuścili się okrutnego sprzeniewierzenia, stanęli przeciwko woli Imperatora! Kłamstwa powtarzane przez wiele lat osiągnęły apogeum! Wola Imperatora i Omnizjasza odwraca się od tego statku! Przeklinam go! Niechaj ucichną silniki, jego nogi! Niechaj opadną wieżyczki, jego pięści! Niechaj wygaśnie jego oddech, wentylacja! Niechaj zamroczą się wizjery, jego oczy! W IMIĘ OMNIZJASZA, PRZEKLINAM TEN STATEK! - i kopnął panel odpowiedzialny za zasilanie statku. W tej samej chwili zgasły wszystkie światła i otworzyły się wszystkie drzwi.

- Do hangaru, szybko. - powiedział Inquinden i ruszył szybkim krokiem.

Rozdział III - Odkupienie

Inquinden z depczącym mu po piętach Kapłanem Maszyny szli przez korytarz techniczny. Minęli kilka rozgałęzień, po czym weszli do tunelu wentylacyjnego prowadzącego do hangaru. Marine upewnił się, że bank danych spoczywa bezpiecznie w jego plecaku.

- Skąd masz ten nośnik? - zapytał Belzebub. - To wzór z czasów przed Herezją Horusa, niezwykle rzadki.

- To klucz. Dał mi go ojciec, abym wypełnił jego wolę.

Kapłan Maszyny zastanowił się, po czym przyspieszył kroku. To co się działo było zbyt dziwne, aby przetrawić to w jednym kawałku. Po chwili Inquinden skręcił w prawo i otworzył właz. Wyszedł pośrodku zbrojowni, po czym podszedł do swojego pancerza, stojącego w kącie. Belzebub chciał podejść aby odprawić rytuał założenia, ale zdziwiony spostrzegł że marine wszedł w zbroję. Z cichym sykiem siłowników ceramitowe płyty zsunęły się. Inquinden zabrał resztę ekwipunku i wyszedł.

- Jak to zrobiłeś? - zapytał go doganiając go po chwili Belzebub.

- Ojciec jest ze mną. Nie czujesz? - odparł marine, a ciało Kapłana Maszyny przeszedł dreszcz.

Wyszli w hangarze. Gromki odgłos kroków Inquindena odbijał się po olbrzymim pomieszczeniu. Trzech przerażonych Gwardzistów podbiegło do nich.

- Panie, cośmy uczynili? Powiedz nam, abyśmy odkupili swe winy! - błagał zalękniony żołnierz.

- Chodźcie za mną. - rzekł marine, a tamci podążyli za nim.

Przez ciągle otwarty pancerny właz wpadł Inkwizytor z pianą na ustach.

- Nie umkniesz mi, heretyku! Brać go, żołnierze!

- Zabijcie go. Słuchając go, gubicie wasze dusze.

Inkwizytor spojrzał zdziwiony na swoją pierś przebitą trzema promieniami laserów i padł na podłogę. Gwardziści patrzyli na Inquindena jak na boga. Ten wskazał im jedną z Walkirii.

- Wsiadajcie i lećcie za nami.

- Tak, panie!

Tymczasem na mostku okrętu.

- Zasilanie przywrócone, odprawiono modły do Ducha Maszyny! - powiedział Magos wchodząc do środka.

- Chwała Omnizjaszowi!

- Komandorze, dwie Walkirie opuściły hangar.

Komandor spojrzał na odczyty czujników.

- Dziwne.. - powiedział i zastanowił się. Może brak zasilania nie był przypadkowy? - Zestrzelić obie.

- Rozkaz! - ogniomistrz rozesłał kanonierów na stanowiska.

Inquinden przełączył pobór paliwa i włączył główny silnik wektorowy, kierując się na niższą orbitę. Belzebub odezwał się ze stanowiska strzelca.

- Będą do nas strzelać.

W tym momencie Walkiria szarpnęła, a tu obok niej przeleciała wiązka laserowa. Pilotujący marine wykonał serię uników. Kapłan Maszyny zauważył, że Inquinden ma zamknięte oczy i mruczy coś pod nosem. Transportowiec zrobił beczkę i wyminął kolejne dwa promienie.

- Komandorze, następna salwa ich zniszczy. - powiedział ogniomistrz przez vox.

Komandor chciał wydać rozkaz, ale zastanowił się przez chwilę. Kiedy później stanął przed Inkwizycją z zarzutem zaniechania działań bojowych nie był w stanie powiedzieć, dlaczego nie strzelił. Cały czas powtarzał tylko: "Tak miało się stać, tak było trzeba".

- Cisza, zaprzestali ostrzału. - rzucił Belzebub obracając wieżyczkę serworamieniem. Brak generatora grawitacji sprawiał, że naprawdę trzeba było mieć trzecią rękę do obsługi działka.

Inquinden dyszał ciężko na za małym na niego fotelu pilota. Dlaczego zamknąłem oczy? - zastanawiał się. Dlatego że wiedziałeś, że tak trzeba. - odpowiedział mu głos, dobiegający jakby z daleka.

Kapitan statku "Rogal Dorn" rzucił okiem na odczyty z radarów. Spostrzegł dwie zbliżające się Walkirie, z czego jedną bardzo mocno uszkodzoną. Rzucił do oficera łączności:

- Masz ich w zasięgu?

- Wszystko w rękach Imperatora.. Tak, mam.

- Połącz mnie.

Po chwili trzasków odezwał się głos. Nie z odbiornika, ale ze wszystkich głośników statku jednocześnie.

- Czekaliście na mnie, a ja wróciłem. Strzeżcie się ci, którzy zawiedli przez lata oczekiwania.

Było coś takiego w barwie głosu, co przenikało dusze obecnych. Poczuli oni ciężar ciemnoty i zacofania, oraz ich złych czynów. Odkryli, że chcą go odrzucić. Wszyscy byli pewni: tu przemówił Imperator. Po chwili do osłupiałego kapitana odezwał się głos z odbiornika:

- Otworzyć wrota.

Kapitan przełączył zabezpieczenia i otworzył jedną ze śluz.

Rozdział IV - Pierwsza iskra

Ciąg dalszy nastąpi!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.